wtorek, 4 lipca 2017

Jak nie umrzeć za wcześnie i w głupi sposób


Jakiś czas temu z powodów służbowych musiałam sprawdzić statystyki umieralności w Polsce. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Niby wszyscy słyszeliśmy o epidemii chorób cywilizacyjnych, ale jakoś do tej pory nie zdawałam sobie sprawy ze skali problemu. Obecnie większość Polaków umiera na choroby, które sami u siebie wywołali, bo choroby cywilizacyjne to właśnie te, które rozwijają się na sutek nieodpowiedniej diety i niezdrowego stylu życia. Skoro więc o tym wiemy, czemu wciąż popełniamy zbiorowe samobójstwo? Winny jest brak edukacji, lenistwo czy może jakieś czynniki kulturowe, które każą nam trzymać się niezdrowych zwyczajów tylko dlatego, że to zwyczaje? Jeśli tylko to pierwsze, bardzo pomocna może okazać się książka doktora Michaela Gregera Jak nie umrzeć przedwcześnie

Książka jest wyczerpującym i napisanym prostym językiem podsumowaniem stanu badań nad chorobami zabijającymi dziś większość mieszkańców krajów zachodnich. Publikacja powstała w warunkach amerykańskich, ale naprawdę niewiele nam do tych standardów brakuje. Obecnie ponad 46% Polaków umiera na choroby układu krążenia. Prawie połowa! Dziś wiemy już, że takie choroby jak choroba wieńcowa są niemal całkowicie odwracalne, ale jeszcze pół wieku temu uważano je za wyrok. We wstępie do książki autor przytacza historię swojej babki, która usłyszała taki wyrok śmierci w wieku sześćdziesięciu pięciu lat. Jej choroba wieńcowa była już tak zaawansowana, że poruszała się na wózku. Rodzina dowiedziała się jednak o eksperymentalnym programie leczenia doktora Pritikina i wysłała babcię na leczenie do jego kliniki. Po kilku miesiącach kobieta wyszła stamtąd na własnych nogach i dożyła dziewięćdziesięciu sześciu lat. Na czym polegała ta cudowna metoda? Na diecie złożonej z warzyw i owoców oraz codziennym ruchu. Obecnie naukowcy wiedzą już, że choroba wieńcowa jest odwracalna w większości przypadków. Wcale nie musimy z jej powodu dostawać zawałów i udarów. A mimo to wciąż prawie połowa Polaków umiera na serce. Doktor Greger nie wchodzi w rozważania, dlaczego tak się dzieje, po prostu przytacza fakty. Gdybym jednak miała zgadywać, pewnie postawiłabym na połączenie szumu informacyjnego z uwarunkowaniami kulturowymi (na naszym podwórku w postaci świętości schabowego). Niby wszyscy wiemy, że wysoki cholesterol prowadzi do chorób serca i że jedynym źródłem cholesterolu w diecie są pokarmy pochodzenia zwierzęcego. Najprościej byłoby je po prostu odstawić. Ludzka wątroba produkuje co prawda trochę potrzebnego nam cholesterolu, ale nie w takich ilościach, żeby nas zabić. Nadmiar pochodzi z wątrób innych zwierząt i trafia do naszych organizmów na talerzu. Ale spróbujcie przekonać do tego moją mamę! Ale przecież wszyscy tak jedzą". To co ja mam niby jeść?" Na to nakłada się jeszcze szum informacyjny. Nasze wykształcenie w większości nie pozwala nam na odróżnienie wiarygodnych naukowych informacji od plotek i pogłosek, a w internecie nie brakuje różnych znachorów, którzy na problemy z cholesterolem zalecają jedzenie... większych ilości cholesterolu. Nie wspominam już nawet o rożnych krążących gusłach, które nigdy nawet nie leżały w okolicach nauki, jak na przykład dość powszechne wśród niektórych mężczyzn przekonanie, jakoby mężczyzna musiał jeść mięso, bo inaczej zapewne zanikną mu genitalia (co jest w sumie zabawne, bo akurat problemy z krążeniem najszybciej odbijają się właśnie na tej części ciała). W efekcie lwia część pacjentów, zamiast przejść na dietę, wybiera przyjmowanie statyn, które są mało skuteczne, a do tego mają cały szereg nieprzyjemnych działań ubocznych. 

Zabójcą numer dwa Polaków są nowotwory i to wcale nie jakieś tam rzadkie, a te najbardziej powszechne: rak płuc, piersi, prostaty i jelita grubego. Razem z innymi nowotworami odpowiadają za jedną czwartą zgonów w Polsce. Razem z chorobami serca to już ponad 70% wszystkich zgonów. Te powszechne nowotwory są już dość dobrze przebadane, a ich związek z dietą i stylem życia znany nauce. Wszak w Trzecim Świecie prawie nikt na nie nie umiera. Wyobrażacie sobie, jakby nagle w Polsce zaczęło umierać o 70% mniej osób? Zakłady pogrzebowe masowo by plajtowały. Na ich szczęście statystyczny Polak wciąż robi wszystko, żeby nie zostawić grabarzy bez zajęcia. Tym czterem najpowszechniejszym typom nowotworów doktor Greger również poświęcił osobne rozdziały książki. Nie od dziś wiadomo, że palenie powoduje raka płuc (a tak naprawdę raka wszystkiego, bo dym papierosowy jest tak silnym oksydantem, że wpływa na nowotworowienie komórek w zasadzie w całym ciele, a nie tylko w płucach). Kiedy jednak kilka lat temu Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że czerwone i przetworzone mięso jest potencjalnie rakotwórcze, większość polskich mediów zareagowała na to milczeniem zapewne w obawie przed miłośnikami schabowego. A trzeba zaznaczyć, że Światowa Organizacja Zdrowia jest jednak dość kostyczną instytucją i wciąga do swoich zaleceń jedynie dobrze ugruntowane w nauce odkrycia. Ja słyszałam już o tym dawno temu, ale doktorowi Gregerowi i tak udało się mnie zaskoczyć. Myślałam bowiem, że zagrożenie występuje tylko, gdy jemy mięso. Okazuje się jednak, że substancje powstające na skutek ścinania się białka podczas smażenia i grillowania są na tyle toksyczne, że mogą nam zaszkodzić, nawet kiedy tylko je wdychamy. Badania wykazały, że ludzie mieszkający nad restauracjami dużo częściej zapadają w związku z tym na raka płuc. Już nigdy nie będę miała oporów, żeby zwrócić uwagę grillującemu przed oknem sąsiadowi. Rok jelita grubego jest już w książkach o odżywianiu niemal symbolem Ameryki. W tej konkurencji wcale nie jesteśmy już tak bardzo w tyle, nowotwór ten jest trzecim najczęściej występującym nowotworem u mężczyzn i drugim u kobiet w Polsce. Bezpośrednią przyczyną tej choroby jest dieta obfitująca w tłuste, ciężkostrawne i przetworzone pokarmy, których trawienie zbyt obciąża właśnie jelito grube. Z najpowszechniejszych nowotworów pozostają jeszcze rak piersi i prostaty. Wokół tego pierwszego zrobiło się głośno kilka lat temu, kiedy to Angelina Jolie usunęła sobie profilaktycznie obie piersi, ponieważ jest nosicielką genu sprzyjającego tej chorobie. Dziś test na obecność genu BRCA można sobie zrobić za kilkaset złotych. W całej tej dyskusji o genetyce pominięto jednak ważną informację, że taki gen wcale nie musi zostać aktywowany. Do tego potrzeba odpowiednich warunków i odpowiednio grubego portfela, bo znów w krajach Trzeciego Świata ta choroba niemal nie występuje. Za najsilniejszą broń przeciwko rakowi piersi uważa się dziś umiarkowanie w jedzeniu i picu (naprawdę, alkohol zwiększa ryzyko tej choroby), duży udział zieleniny i błonnika w diecie oraz ruch. Podobnie rzecz ma się z rakiem prostaty. Coraz więcej mówi się też związkach tej choroby z wysokim spożyciem mleka krowiego, a konkretnie z zawartym w nim insulinopodobnym czynnikiem wzrostu. 

O jakich jeszcze chorobach pisze doktor Greger? Pozostałe rozdziały są poświęcone chorobom mózgu, infekcjom, cukrzycy, nadciśnieniu, chorobom wątroby i nerek, depresji oraz chorobie Parkinsona. Dla mnie szczególnie interesujący był rozdział poświęcony śmierci z powodów jatrogennych, czyli na skutek powikłań po leczeniu albo w efekcie niepożądanych działań leków. Na pewno na długo pozostanie mi w pamięci wiadomość, że zdarzają się przypadki zapalenia się gazów i wybuchu jelita w czasie kolonoskopii. Okazuje się, że nawet do profilaktyki trzeba podchodzić z umiarem. Przeczytałam już w życiu kilka książek o zdrowiu i odżywianiu, ale muszę przyznać, że Jak nie umrzeć przedwcześnie jest chyba najrzetelniej przygotowaną i uporządkowaną z nich. Autor dawkuje informacje w odpowiednich ilościach, a dociekliwym pozostawia bagatela  dwieście stron przypisów do badań klinicznych. Doktor Greger nie kończy jednak swojej opowieści na chorobach. 

No bo czym jest właściwie ta zdrowa dieta, o której ciągle tyle słyszymy? Z mediów i internetu docierają do nas szczątkowe i czasem sprzeczne informacje. W drugiej części książki autor stara się je uporządkować i podać tak, żebyśmy już więcej się w tym nie pogubili. Poszczególne grupy produktów oznacza według modelu sygnalizacji świetlnej. Zielone światło daje wszystkim nieprzetworzonym produktom roślinnym, które możemy jeść w dowolnych ilościach. Po produkty spod żółtego światła możemy sięgać czasem (w tej kategorii znalazły się przetworzone produkty roślinne i nieprzetworzone zwierzęce), bo lepiej zjeść porcję warzyw polanych niezbyt zdrowym sosem niż nie zjeść ich wcale. Natomiast od produktów spod znaku czerwonego światła powinniśmy się trzymać z daleka. W tej grupie znalazły się wysoko przetworzone produkty roślinne i przetworzone produkty zwierzęce. Cenny dla czytelnika może się też okazać codzienny tuzin, czyli lista produktów tak zdrowych, że warto je jeść codziennie. Znalazły się na niej rośliny strączkowe, owoce jagodowe i inne owoce, warzywa kapustowate, zielenina, inne warzywa, siemię lniane, orzechy, przyprawy, produkty pełnoziarniste, napoje (najlepiej woda) i... aktywność fizyczna. Najbardziej w tej części książki spodobało mi się jednak uzmysłowienie czytelnikowi, jak zdrowe są warzywa. Niby wszyscy wiemy, że są, ale jakoś tak sobie tego nie wyobrażamy. Kiedy jednak ktoś mi mówi, że antyoksydanty zawarte w oregano są tak silne, że mogą chronić DNA komórki przed promieniowaniem radioaktywnym (przynajmniej w laboratorium), w głowie zapala mi się lampka. W naszych organizmach toczy się nieustanna walka między oksydantami, które powodują starzenie się komórek i uszkodzenia DNA (a w efekcie także nowotwory) z powstrzymującymi ten proces antyoksydantami. Jeśli zaprzęgniemy do tej walki tak potężne antyoksydanty jak choćby kurkuma, zioła czy jagody jesteśmy na wygranej pozycji. 

Autor stara się też prostować dietetyczne mity, nawołując przy tym do zdrowego rozsądku. Wielu ludzi na przykład boi się jeść warzyw, ponieważ te zawierają pestycydy. Szkodliwość pestycydów nie jest jednak aż tak duża jak korzyści płynące z jedzenia warzyw i owoców. Poza tym jedzenie produktów mięsnych naprawdę nie jest najlepszym sposobem na ich uniknięcie. Zwierzęta też przecież jedzą te warzywa, a pestycydy i metale ciężkie mają tę właściwość, że kumulują się w mięśniach. U zwierząt hodowlanych kumulują się tam miesiącami, czasem latami, a do tego dochodzą jeszcze inne szkodliwe substancje dodawane do pasz i później w procesie produkcji. Całkiem sporo pestycydów spływa też do mórz. Badania wykazały, że filet z łososia może ich zawierać nawet ponad dwadzieścia rodzajów. Długo można by jeszcze opowiadać, bo książka nie należy do najcieńszych. Niemniej chyba nie ma osoby, której bym jej nie poleciła. Przeczytanie Jak nie umrzeć przedwcześnie może naprawdę uratować życie, a na pewno pozwoli krytycznie spojrzeć na swoją dietę i zmusi do zadania sobie pytania: czy ja aby nie popełniam cichego samobójstwa? 

źródło: www.czarnaowca.pl

1 komentarz: