Pokazywanie postów oznaczonych etykietą językoznawstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą językoznawstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 stycznia 2017

Co jest najtrudniejsze w nauce języków obcych?



W internecie można znaleźć mnóstwo list najtrudniejszych języków świata. Co i rusz powstają nowe, chociaż już samo ich tworzenie wydaje się dyskusyjne. Takie listy są w końcu tylko trochę bardziej obiektywne niż odpowiedź na pytanie, która zupa jest najsmaczniejsza. Świetnie zresztą opisał to Karol z blogu Woofla. Świat języków obcych. Jednak co tak naprawdę sprawia, że dany język uważamy za trudniejszy bądź łatwiejszy? Nie mam ambicji odpowiadać na to pytanie w imieniu całej ludzkości, chciałabym raczej podzielić się swoimi własnymi wrażeniami. A uczyłam się do tej pory angielskiego, francuskiego, włoskiego, suahili i hausa. Większości niestety wciąż z niezadowalającym mnie skutkiem. Oto lista zagadnień, które zwykle sprawiały mi najwięcej problemów.


1. Fonetyka


Są na tym świecie osoby, które mają tak dobry słuch muzyczny, że bez problemów słyszą tony i są w stanie powtórzyć najtrudniejszy nawet dźwięk zasłyszany po raz pierwszy. Ja do nich nie należę. Mój mózg i aparat mowy są przyzwyczajone do dźwięków typowych dla polszczyzny i kiedy próbuję wydać z siebie inne, wychodzi tylko marna imitacja. Jestem świadoma, że już zawsze będę mówić po angielsku z polskim akcentem. Przez dwa lata uczyłam się wymawiania spółgłosek glotalizowanych w hausa. A są zaledwie trzy: ɓ, ɗ i ƙ. Mądrzejsi ludzie ode mnie badali trudności uczących się języka z przyswajaniem nowych fonemów i doszli do wniosku, że spółgłoski to jeszcze nie problem. Najtrudniejsze są samogłoski. W języku polskim mamy ich pięć*, a więc nasze uszy przez całe nasze życie przyzwyczaiły się do rozróżniania pięciu samogłosek. Niestety w niektórych językach jest ich więcej (czasem siedem, czasem dziewięć), uczącemu się bardzo trudno je wychwycić. A istnieją przecież i bardziej egzotyczne dla Polaka dźwięki, jak choćby osławione tony (żegnaj kariero sinologa) czy występujące w językach z rodziny khoisan mlaski (angielska nazwa clicks lepiej oddaje ich charakter). Mlaski funkcjonują jak wszystkie inne spółgłoski, mogą być na przykład dźwięczne lub bezdźwięczne, i może być ich bardzo dużo.



2. Elementy gramatyczne nieistniejące w języku rodzimym

Nie bez kozery koszmarem polskich uczniów są angielskie rodzajniki czy włoski tryb congiuntivo. Takie elementy nie istnieją w naszym rodzimym języku i nasze mózgi do tej pory świetnie sobie bez nich radziły. Nic dziwnego, że nie widzą potrzeby ich używania. Lubimy się chwalić, że w języku polskim mamy aż siedem przypadków i to takie strasznie trudne. Tylko, że język estoński ma ich czternaście, fiński piętnaście, a węgierski… dwadzieścia dziewięć. Trudno sobie nawet wyobrazić, do czego służą pozostałe, prawda? Dobrym przykładem są też występujące w niektórych językach Dalekiego Wschodu klasyfikatory (np. w japońskim). Wszystkie japońskie czasowniki są niepoliczalne i dopiero dodanie klasyfikatorów, które dzielą rzeczowniki na grupy w zależności od pewnych cech i przeznaczenia, pozwala je policzyć. Problem w tym, że takich klasyfikatorów jest kilkadziesiąt. 

4. Niespokrewnione ze sobą języki


Sytuacja językowa w Europie jest o tyle nietypowa, że dominuje tu tylko jedna rodzina języków indoeuropejskich. Gdyby zapytać, które z używanych w Europie języków są najtrudniejsze, zapewne wśród najczęściej wymienianych znalazły by cię baskijski (niespokrewniony z żadnym innym językiem) oraz węgierski i fiński (należące do rodziny języków uralskich). Czy rzeczywiście są takie trudne, czy może tylko bardziej obce? W gruncie rzezy żyjemy na kontynencie, na którym używa się dość podobnych języków. Oczywiście zbytnie podobieństwo czasami przeszkadza. Poznałam kiedyś dziewczynę, u której w domu mówiło się w lingala, przez co miała spore problemy z nauczeniem się suahili (podobieństwo na pierwszy rzut ucha jak między polskim a słowackim). Za bardzo myliły jej się słowa. Na takie problemy narzeka wielu Polaków uczących się innych języków słowiańskich. Jednak z zasady podobieństwa raczej ułatwiają naukę. W językach z tej samej rodziny trudniej trafić na egzotyczne elementy gramatyki czy fonetyki, dość podobna będzie składnia zdania (przeważnie wg schematu podmiot-orzeczenie-dopełnienie, choć są wyjątki, np. łacina), a naukę ułatwią nam internacjonalizmy. Kiedy zaczęłam uczyć się włoskiego byłam zdziwiona, ile rdzeni wyrazów rozpoznaje ze względu na znajomość angielskiego. Zdarzało się to zwłaszcza w wypadku czasowników. Podobno w angielskim odmiana czasowników z końcówką -ed była kiedyś zarezerwowana dla zapożyczeń. Z czego wynika, że większość angielskich czasowników to zapożyczenia. I to głównie z francuskiego. A rdzenie czasowników powtarzają się w językach romańskich. Zagadka rozwiązana. Nazw warzyw po włosku w zasadzie w ogóle nie musiałam się uczyć, bo ich lwią część zapożyczyliśmy sobie do polskiego (to te warzywa, które przywiozła do Polski królowa Bona). Nie twierdzę oczywiście, że w językach spoza rodziny indoeuropejskiej zapożyczenia nie występują. W suahili i hausa jest na przykład bardzo dużo zapożyczeń z… arabskiego. Tylko że ja nie znam arabskiego, więc niewiele mi to pomogło. Nie miałam szans na domyślenie się znaczenia słowa, praktycznie wszystkich słów musiałam się uczyć od początku (no może poza słowem mama).

5. Inna logika języka

Jak już wspomniałam, żyjemy na kontynencie, na którym większość języków należy do tej samej rodziny. Do pewnych kategorii przyzwyczailiśmy się tak bardzo, że uznajemy je za oczywiste. Jesteśmy pewni, że kiedy określamy cechę jakiejś rzeczy lub osoby, powinniśmy użyć przymiotnika. Że czasownik odmienia się od tyłu. Że istnieją rodzaje gramatyczne (męski, żeński, a czasem nijaki) oparte do pewnego stopnia na płci (no może nie w przypadku rzeczowników nieożywionych). I wtedy zaczynamy się uczyć języka, który nic sobie z tego nie robi, np. suahili. I dowiadujemy się, że czasowniki odmieniają się od przodu. Że zamiast rodzaju gramatycznego są klasy rzeczownikowe, przez co kobiety i mężczyźni odmieniają się tak samo, ale już ludzie i rośliny nie. I że trochę brakuje przymiotników, a z opisywaniem cech musimy sobie poradzić w inny sposób. Czyli na przykład, jeśli chcemy powiedzieć, że coś jest mokre, powiemy raczej, że ma wodę. Słowem, dowiadujemy się, że logika, do której byliśmy przyzwyczajeni, jest tylko jedną z możliwych.

6. Alfabet

Większość narodów posługujących się alfabetem łacińskim uparcie twierdzi, że przecież w ich języku czyta się tak, jak się pisze. No cóż, tak naprawdę można to powiedzieć chyba tylko o łacnie, dla której ten alfabet został stworzony. Zasób fonetyczny pozostałych języków nieco jednak różnił się od tego łacińskiego i trzeba było sobie jakoś z tym poradzić. Dlatego w poszczególnych językach dodano znaki specjalne i dwuznaki (jak nasze ć, ź, cz, dź) i ustalono trochę inny sposób odczytywania poszczególnych liter. Pół biedy, kiedy sposób odczytywania tych znaków i połączeń jest stały, jak na przykład w językach romańskich. Ale w takim angielskim to już trochę wolnoamerykanka. Jeśli język, którego zamierzamy się uczyć, posługuje się alfabetem łacińskim, mamy ułatwione zadania. Czasem jednak trzeba nauczyć się innego alfabetu. Najprostsze, bo najkrótsze, są alfabety oparte na fonetyce. Nauczenie się cyrylicy nie jest w końcu aż takie straszne. Trochę dłuższe są zwykle sylabariusze, ale prawdziwe schody zaczynają się podczas nauki systemów pisma nie mających nic wspólnego z fonetyką. Najbardziej znane z nich to oczywiście pismo chińskie i wywodzące się z niego japońskie kanji. W głębi duszy uważam ten system za genialny, to naprawdę niesamowite, że Chińczycy z różnych części Chin, którzy posługują się na co dzień innymi językami i za nic by się ze sobą nie dogadali, mogą przeczytać tę samą gazetę. Ale dla uczącego się to katorga. Niewielkim pocieszeniem może być fakt, że uczniom chińskich i japońskich szkół opanowanie kilku tysięcy znaków także zajmuje lata.

7. Kontekst

Tłumacze zwykli mawiać, że wszystko zależy od kontekstu, ale nie taki kontekst mam w tej chwili na myśli. W kulturoznawstwie kultury dzieli się na te niskiego i wysokiego kontekstu. Przedstawiciele pierwszego typu zwykli wyrażać swoje myśli wprost, a rozmowa z nimi nie wymaga zbyt dużej wiedzy pozajęzykowej. Jak typowy przykład zwykle podaje się Amerykanów. W kulturach wysokiego kontekstu uważnie dobiera się słowa i nie wyraża w sposób bezpośredni, dlatego zrozumienie komunikatu wymaga znacznie większej wiedzy o przyjętych w danej kulturze zwyczajach. Sztandarowymi przedstawicielami takiego typu kultury są Japończycy, którzy są znani z zaznaczania hierarchii w języku i rozbudowanego systemu zwrotów grzecznościowych.

* Starsze opracowania wyróżniały jeszcze samogłoski nosowe ą i ę, dziś uznaje się je raczej za połączenie dwóch fonemów (dyftongi). Kontrowersyjna jest też przynależność głoski y, którą często uznaje się za półsamogłoskę, ponieważ raz może tworzyć sylabę, a raz nie. 

źródło: bab.la


A co Wam sprawia największą trudność, kiedy uczycie się języków?

poniedziałek, 14 listopada 2016

Popularny vs. powszechny, czyli dlaczego nowotwór nie może być popularny

Dość często ostatnio widuję różne artykuły o popularnych chorobach cywilizacyjnych XXI wieku. Najpierw mnie to zaskakiwało, potem zaczęło bawić. Dlaczego? Zajrzyjmy do słownika. 
popularny
1. «powszechnie znany, ceniony i używany»
2. «mający na celu głównie dostarczanie rozrywki i przyjemności»
3. «przedstawiony w sposób zrozumiały dla wszystkich»
W pierwszym i najczęstszym znaczeniu popularny jest zatem określeniem pozytywnym, synonimem uznawanego. W drugim już trochę mniej, ale jednak ciągle dość przyjemnie się kojarzy. Dlatego nowotwory nie mogą być popularne, nikt ich nie ceni i nikomu nie dostarczają rozrywki. Odpada nawet ostatnie znaczenie tego słowa, przyczyny ich powstawania są zwykle złożone i laik ich nie rozumie. Nowotwory i inne choroby cywilizacyjne mogą być co najwyżej powszechne.  
powszechny
1. «dotyczący wszystkich rzeczy, osób, spraw itp.»
2. «częsty, ogólnie znany i stosowany»
Mylenie znaczeń słów zdarza się dość często, kilka takich najpowszechniejszych przypadków jest w stanie przytoczyć przeciętny użytkownik języka, nawet jeśli nie zna terminu błąd semantyczny (bo w szkole uczono w zasadzie tylko o ortograficznych). Niby wiemy więc, że bynajmniej to nie to samo co przynajmniej, a efektowny znaczy coś innego niż efektywny. Niektórzy nawet wiedzą, że reprezentacyjny to jednak nie to samo co reprezentatywny. Ale już na przykład o sklepie z dziecinnymi ubraniami słyszałam w życiu wielokrotnie. I byłoby to nawet możliwe, ale oznaczałoby, że mówiący nie wyraża się zbyt pochlebnie o asortymencie. Jeśli coś lub ktoś jest dziecinny, to znaczy, że zachowuje się jak dziecko, naiwnie i niepoważnie. Produkty przeznaczone dla dziecka są po prostu dziecięce. 

Jeszcze zabawniej robi się, kiedy w grę rzeczywiście zaczyna wchodzić ortografia. W pewnej książce przeczytałam niedawno, że bohaterowi mleko się zważyło. I nie była to bynajmniej opowieść fantasy, wtedy można by jeszcze sobie wyobrazić, że owo mleko samo wyszło z lodówki i usiadło na wadze, żeby się zważyć. W dzisiejszych czasach w końcu nawet mleko może liczyć kalorie. W prawdziwym świecie mleko jednak zwykle co najwyżej się warzy, czyli psuje. 


Źródła:
1. sjp.pl

środa, 15 lipca 2015

O odmianie egzotycznych nazwisk

Ten temat chodził mi po głowie już od dłuższego czasu, bo chociaż przerobiłam już niejeden podręcznik poprawnościowy, ciągle mam problemy z odmianą niektórych pozaeuropejskich nazwisk. A kiedy piszę się recenzje książki z Azji czy Afryki, naprawdę trudno tego uniknąć. Same podręczniki poświęcają sporo miejsca deklinacji obcych - czyli w ich rozumieniu europejskich - nazwisk, ale te bardziej egzotyczne traktują po macoszemu lub w ogóle o nich nie wspominają. 

Kilka podstawowych zasad

Nazwiska kobiet odmieniamy tylko wtedy, gdy te kończą się na a. To samo tyczy się imion. Nazwiska mężczyzn odmieniamy prawie zawsze. Jedyne wyjątki to:
- nazwiska zakończone na dźwięk, którego w polszczyźnie nie ma (tu sporo francuskich, zwłaszcza tych zakończonych na -ła, czyli Maurois czy Delacroix);
- zakończone na u, np. Nehru, Mobutu;
- zakończone na akcentowane o (bez względu na sposób zapisu), np. Hugo czy Marivaux. 
Odmiana imion i nazwisk zawsze zależy od ich wymowy, dlatego warto przypomnieć też o apostrofie, którego używamy tylko, żeby zaznaczyć różnice fonetyczne pomiędzy mianownikiem a pozostałymi przypadkami. Gdy mianownik kończy się na głoskę niewymawianą lub wymawianą w zupełnie innych sposób. I tam mamy Schwarzeneggera, ale już Stallone'a, Joyce'a i Robespierre'a czy Kennedy'ego. No dobrze, a jak odmieniać?

Tabela odmian nazwisk obcych
Tak dla przypomnienia:
spółgłoski twarde: p, b, f, w, s, z, c, ch, dz, n, m, l, ł, k, g, t, d, sz, ż, cz, dż, r,
spółgłoski miękkie: p’, b’, f’ w’, ś, ź, ć, ch’, dź, m’,n’, l’, j, k’, g’ (te przecinki u góry to zmiękczenia).
Teoretycznie z tą tabelką powinniśmy być w stanie odmienić każde nazwisko, ale kto próbował, ten wie, że czasem wcale nie jest tak prosto. 

Nazwiska chińskie

Przy odmianie nazwisk azjatyckich podstawowym problemem jest odróżnienie imienia od nazwiska. W Chinach nazwisko występuje bowiem pierwsze. Niektórzy zachowują ten porządek, a inni zamieniają na nasz europejski szyk, czyli najpierw imię, a potem nazwisko. Pewną pomocą może być Wikipedia, która zwykle w nawiasie podaje oryginalną formę nazwiska. U Chińczyków sprawę ułatwia fakt, że ich nazwiska są zwykle jedno- lub dwusylabowe, a 85% ludności nosi jedno ze stu najpopularniejszych nazwisk. Stąd tak wielu panów Li, Yang czy Wu. Jak to odmieniać? Oddam głos mądrzejszym, czyli autorom dodatku do Polityki Historia Chińczyków:
Zatem w imieniu osobowym Deng Xiaoping - Deng to nazwisko, a Xiaoping to imię. Kiedy podaje się całą nazwę osobową, odmienia się tylko imię, a nazwisko tylko wtedy, kiedy występuje samo. Piszemy zatem Denga, ale Deng Xiaopinga. Jeśli nie pozwalają na to reguły fleksji języka polskiego, żaden z członów nazwy nie podlega odmianie (np. Hu Jintao).
Dokładniejsze wyśnienie z Wikipedii podesłała mi autorka blogu Biały Mały Tajfun, który przy okazji polecam wszystkim zainteresowanym Chinami.
Jeżeli chodzi o odmianę chińskich nazwisk w języku polskim nie istnieje żadna norma. W specjalistycznym piśmiennictwie utarło się jednak kilka zasad, które są na ogół przestrzegane, choć nie są zbyt konsekwentne:
Jeżeli piszemy razem nazwisko i imię, to odmieniamy tylko imię, o ile pozwala na to jego końcówka, najczęściej -ng, -n, -ui, -ei, -ai itd., np. Deng Xiaopinga, Lu Xuna, Zhou Enlaia itd. Tam gdzie końcówka nie pozwala, nazwiska nie odmieniamy: Zhang Ziyi, Zhu De albo Lin Biao.
Jeżeli jednak wymieniamy samo nazwisko, to podlega ono odmianie: np. Dengowi, Sunowi, Jiangowi itd. Nazwisko nie odmienia się, kiedy uniemożliwia to jego końcówka, np. Mao, Hu, Lu, Jiao itd., a także kiedy chodzi o kobietę: np. panią Zhang, o pani Wen itp. 
Spolszczanie i wymowa 
Istnieją nieliczne nazwiska, które mają utartą polską pisownię. To przede wszystkim Czang Kaj-szek i Sun Jat-sen, których brzmienie pochodzi z chińskich dialektów południowych i trafiło do polskiego przez angielski. Stosowanie tych form jest zalecane ze względu na uzus, aczkolwiek niektórzy autorzy stosują pisownię w hanyu pinyin: Jiang Jieshi i Sun Zhongshan.

Nazwiska japońskie 


Tu również mamy problem z kolejnością, ponieważ Japończycy podają nazwisko jako pierwsze. W polszczyźnie przyjęło się jednak przestawiać tę kolejność i używać najpierw imienia. Z odmianą tych zakończonych na a przeważnie problemu nie mamy (np. Kurosawa - filmy Kurosawy), cuda i dziwy zaczynają się dziać, kiedy odmieniamy te zakończone na inne samogłoski. Normatywiści są tu bardziej wyrozumiali niż przy deklinacji nazwisk europejskich i często pozwalają na pozostawienie nazwiska w formie mianownikowej, jeśli towarzyszy mu odmienione imię lub jakieś inne określenie wskazujące na przypadek. A co o odmianie tychże imion mówi Poradnia językowa PWN?
1) Imion zakończonych na ‑u nie odmieniamy. 2) Imiona japońskie, które kończą się na ‑o, odmieniać należałoby, ale ze świadomością ewentualnych komplikacji praktycznych. Zalecam w związku z tym przynajmniej jednokrotne użycie w tekście takich imion w mianowniku. 3) Imiona japońskie na ‑e mogą być odmieniane, choć w razie wątpliwości lepiej od tego odstąpić.
Jakie niedogodności ma na myśli prof. Jan Grzenia? Ano, że z nazwiska Ichigo Kurosaki robi nam się serial o Ichirze Kurosakim, co dla niektórych może wyglądać podejrzanie. Z kolejnością odmiany nie jest też wcale tak prosto, bo czasem to nazwisko łatwiej odmienić niż imię, tak jak choćby w przypadku Hayao Miyazakiego. Moja rada? Jeśli czujecie się mocni w polskiej fleksji, odmieniajcie japońskie imiona i nazwiska zakończone na o i e. Ale jeśli Was to przeraża, po prostu pozostawcie je nieodmienione. Koniecznie jednak odmieniajcie te nazwy własne, które w polszczyźnie odmieniają się bez problemu (czyli te zakończone na spółgłoski, na a czy z deklinacją przymiotnikową). Pozostawienie ich nieodmienionych byłoby już błędem, poza tym filmy Akira Kurosawa naprawdę nie brzmi dobrze. 
Wskazówka: w imionach i nazwiskach zakończonych na ya, y wypada w dopełniaczu, celowniku i miejscowniku, np. Aya - Ai. 

Nazwiska wietnamskie

Nie będę udawała, że się znam i po prostu zacytuję, co na ich temat pisze portal abcwietnam.pl:
Wietnamczycy posiadają nazwisko rodowe, drugie nazwisko i imię. Nazwisko rodowe nie ma w zasadzie większego znaczenia. W Wietnamie występuje zaledwie 300 nazwisk, wśród których najczęściej występuje Nguyen (Nguyễn) - nazywa się tak co trzeci Wietnamczyk. Drugi człon nazwiska wskazuje zwykle na płeć człowieka, jako że imię nie zawsze jednoznacznie ją określa. W przypadku kobiet jest to Thi (Thị), a w przypadku mężczyzn - Van (Văn). Jest też kilka nazwisk „uniwersalnych”, jak Duc (Đức), Kim albo Ngoc (Ngọc). Przy wyborze imion nie istnieją z kolei żadne ograniczenia: kwiaty, zwierzęta, uczucia, liczby, bogowie i bohaterowie – wszystko jest dozwolone.
Nazwiska koreańskie 


Podobnie jak u Chińczyków czy Japończyków nazwiska koreańskie występują przed imienionami. W użyciu pozostaje około 250, dlatego połowa Koreańczyków nazywa się Lee, Kim albo Park. Inne popularne nazwiska to Gim, Yi, Choi, Jung, Chung. Jak widać są one w większości jednosylabowe, podczas gdy imiona - dwusylabowe. Zastosowałabym tu te same zasady, co przy odmianie nazwisk chińskich, a więc Kima, ale już Kim Dzong Ila. 

Nazwiska afrykańskie

Polskie podręczniki i ich autorzy nie poświęcają zwykle zbyt wiele uwagi niczemu, co afrykańskie. Nie inaczej jest z nazwiskami. Zwykle natkniemy się tylko na Mobutu jako przykład nazwiska nieodmiennego. Z moich obserwacji wynika, że w uzusie najchętniej korzysta się z furtki, która pozwala odmienić jedynie imię. To proste, bo wielu Afrykanów nosi dziś europejskie imiona. I tak na mojej półce stoi książka Ostatnie dni Roberta Mugabe, choć nazwisko to ma przecież łatwą i przyjemną deklinację przymiotnikową i można by napisać Mugabego. Zachęcałabym tu raczej do zdrowego rozsądku i podchodzenia do nazwisk afrykańskich jak do wszystkich innych. I do odmieniania tego, co po prostu odmienić się da. Całą tę egzotyczność interpretowałabym raczej fonetycznie, rzeczywiście zdarzają się nazwiska, które trudno dopasować do polskiej deklinacji, ale jeśli nazwisko jest proste, to cóż ma do rzeczy fakt, że jego właściciel pochodzi z Zimbabwe?

Ciężko napisać coś konstruktywnego o nazwiskach afrykańskich jako takich, mówimy w końcu o 54 krajach (oficjalnie, bo w tej liczbie nie uwzględniono państw nieuznawanych na arenie międzynarodowej, a funkcjonujących, jak np. Somaliland) i o tysiącach kultur. Tradycyjne nazwiska afrykańskie często wywodzą się od imion, a te prawie zawsze są znaczące. Nadaje się je dzieciom zgodnie z okolicznościami ich narodzin, tego czy mają siostry lub braci oraz na podstawie pewnych cech fizycznych. Popularnym imieniem suahili jest np. Tatu, co oznacza po prostu trzy i każde przypuszczać, że kobieta, która je nosi, ma dwójkę starszego rodzeństwa. Takim przykładem nazwiska pochodzącego od imienia jest znane nam skądinąd nazwisko Obama, Luo nazywali tak niemowlęta, które urodziły się z wykrzywioną ręką lub nogą. Samo słowo oznacza właśnie skrzywiony. Wyjątkowo piękne zawsze wydawały mi się imiona Igbo oraz ich znaczenia, np. Nneka - moja matka jest najważniejsza, Nkiruka - najlepsze jeszcze nadejdzie, Onyekachi - kto jest większy od Boga?, Enyinnaya - przyjaciel swojego ojca czy Chidiebere - Bóg jest łaskawy. Nadawanie takich tradycyjnych imion jest niewątpliwie znakiem przywiązania do własnego kulturowego dziedzictwa. Dość częstym zjawiskiem jest też jednak nazywanie dzieci imionami europejskimi, mają do tego skłonność zwłaszcza chrześcijanie. Muzułmanie - co zrozumiałe - wolą nadawać imiona arabskie. Tutaj znajdziecie listę 101 najpopularniejszych afrykańskich nazwisk, ale nie ręczę za jej autentyczność.

Nazwiska kirgiskie

Co z nimi zrobić, podpowiada Jolanta Piaseczna, autorka blogu O języku kirgiskim.
W skrócie można podzielić kirgiskie nazwiska na te, które się odmienia, i te, których się nie odmienia.
Odmieniają się:
- nazwiska w formie zrusyfikowanej, np. Iszenbajew, Nurbekowa;
- nazwiska w krótkiej formie, np. Egen, Szer;
- nazwiska z końcówką -tegin, np. Czorotegin.
Nie odmieniają się:
- tradycyjne nazwiska utworzone od imienia ojca, np. Murat kyzy (dosłownie: córka Murata), Ałtynbek uułu (dosłownie: syn Ałtynbeka).
Jeśli już mowa o nazwiskach zrusyfikowanych, pewnie nie zaszkodzi przypomnieć, jak odmienia się niepolskie nazwiska słowiańskie. Dotyczą ich oczywiście te same zasady, co wszystkich nazwisk obcych, mamy tu jednak trzy zalecenia szczegółowe.  Tak wyjaśnia je Hanna Jadecka, autorka książki Kultura języka polskiego. Fleksja, słowotwórstwo, składnia:
1. Nazwiska na -ckij, -skij, -ckoj, -skoj, np. Bogorodickij, Reformatskij, Szczerbatskoj, Trubieckoj, traktujemy w odmianie tak, jakby były zakończone na -cki, -ski, np. C. lp Bogorodickiemu, Reformatskiemu, Szczerbatskiemu, Trubieckiemu.
2. Nazwiska zakończone na -oj, -yj (bez poprzedzającego przedrostka -ck-, -sk-), np. Korcznoj, Polewoj, Siedoj, Tołstoj, Razumnyj, odmieniamy według modelu rzeczownikowego, np. D. lp Karcznoja, Polewoja, Siedoja, Tołstoja, Razumnyja, a więc tak jak np. polskie nazwiska Koj, Bugaj. Często spotykane formy *Korcznogo, *Polewogo, *Siedogo, *Tołstogo, *Rozumnogo świadczą o przenoszeniu na grunt polski rosyjskich wzorów odmiany i są rażącymi błędami.
3. Wszystkie nazwiska niezakończone na -cki, -ski, -ckij, -skij, -ckoj, -skoj, -i, -y (a więc także na -in, -ow, -ew), mają w obu liczbach odmianę rzeczownikową, por. Bunin, Karenin, Pazuchin, Godunow, Lermontow, Rachmaninow, Romanow, Awdiejew, Bierdiajew, Koniew, D. lm Buninów, Kareninów, Pazuchinów, Godunowów, Lermontowów, Rachmaninowów, Romanowów, Awdiejewów, Bierdiejewów, Koniewów. Formy *Kareninych, *Romanowych, *Bierdiajewych (właściwe odmianie przymiotnikowej) są rusycyzmami, absolutnie niedopuszczalnymi nawet na poziomie normy użytkowej. 

środa, 12 listopada 2014

Przecinkologia

Wokół polskiej interpunkcji urosło wiele mitów. Między innymi ten, że sztuka wstawiania przecinków jest bardzo trudna i opanowali ją tylko nieliczni mędrcy. Oczywiście można wymyślić zdania, nad których interpunkcją będę się głowiły zastępy redaktorów i językoznawców. Tylko czy rzeczywiście takimi właśnie zdaniami się posługujemy, kiedy piszemy służbowy mail albo notatkę na blog? Nieporozumienia wynikają zapewne ze sposobu, w jaki uczy się używać przecinków uczniów podstawówki. "Stawiaj przecinek przed że  i który, a przed i już nie." To wszystko bujda. Rzeczywiście zwykle tak jest, ale nie na tyle często, żeby robić z tego regułę. Piszący próbują stosować się do tych zasad, a kiedy nie wychodzi, uznają interpunkcję za trudną i niezrozumiałą. Najważniejszą zasadą, którą należy zapamiętać, jest to, że o interpunkcji decyduje sens zdania. Przecinki służą do wyodrębniania jego autonomicznych części i ułatwiają zrozumienie. 

Zdania pojedyncze

Na początku należy określić, czy mamy do czynienia ze zdaniem pojedynczym, czy złożonym. Sprawa wcale nie jest taka banalna. Użytkownicy polszczyzny mają tendencję do wstawianie przecinków  pomiędzy elementy długich zdań pojedynczych, choć nie ma takiej potrzeby, ponieważ jest tam tylko jedno orzeczenie. Typowy przykład takiego błędu:
Aktor, pieśniarz, deweloper i po wieki wieków Elvis, został twarzą marki McDonald's* (Kuba Wojewódzki, „Mea pulpa", „Polityka" nr 37 z 10 września 2014)
Przecinek w żadnym wypadku nie powinien oddzielać podmiotu od orzeczenia, nawet jeśli podmiot jest długi. Kiedy zatem powinniśmy postawić przecinek w zdaniu pojedynczym? Najbardziej oczywistym przypadkiem są wyliczenia.
Kucharka wrzuciła do zupy różne składniki: marchewkę, seler, cebulę, natkę pietruszki. 
Tutaj nikt chyba nie ma wątpliwości. Podobnie rzecz ma się z przydawkami, ale tylko tymi określającymi ten sam rzeczownik i mającymi podobne znaczenie. 
Ten ciekawy, przejmujący, napisany piękną polszczyzną poemat zasługuje na nagrodę w kategorii największych indywidualnych odkryć roku.
Przecinkami oddzielamy też  okoliczniki tego samego typu (tutaj okoliczniki czasu).
Wczoraj, w późnych godzinach wieczornych miało miejsce wyjątkowo osobliwe zdarzenie. 
 Przecinkami rozdzielamy również powtarzające się elementy zdania.
Ciągle tylko praca, praca, praca...
Gdy powtarzają się spójniki, przecinek musimy postawić przed drugim z nich. Fakultatywnie można go też postawić przed pierwszym (o ile konstrukcja zdania na to pozwala).
Albo zrobimy to teraz, albo nigdy.
Inne sytuacje wymagające przecinka w zdaniu pojedynczym to występowanie wtrącenia, wyrażenia w wołaczu lub wyrażenia oznaczającego okrzyk. 
Podejdź tu, Aniu. 
Lepiej tam idź, i to szybko.  
 Ej, ty!
W zdaniu pojedynczym przecinek jest obligatoryjny przed spójnikami przeciwstawnymi (a, ale, lecz, jednak, zaś, jednakże, aczkolwiek, natomiast itp.) i synonimicznymi (czyli, to jest, innymi słowy, o znaczy). 
Musisz popracować nad deklinacją, czyli odmianą przez przypadki. 
 Wolę iść do kina, a nie do teatru. 
Uwaga! Spójnik a nie zawsze ma znaczenie przeciwstawne. Może też pełnić funkcję łączną.
Było zimno a bezwietrznie.  

Zdania złożone 


Jeżeli w zdaniu mamy więcej niż jedno orzeczenie, najpewniej będziemy potrzebowali jakiegoś znaku interpunkcyjnego. Dlatego kolejną ważną sprawą jest odróżnianie zdań złożonych podrzędnie od złożonych współrzędnie. Wszyscy przerabialiśmy to w szkole, wystarczy sobie tylko przypomnieć. 

Zdania złożone podrzędnie

Zdanie podrzędne zawiera informację dodatkową, która uzupełnia treść zdania głównego, ale samo zdanie główne mogłoby się bez niej obejść. Najczęściej jest ono wprowadzane przez takie spójniki, jak że, jeżeli, ponieważ, czy, aby, choć itp. Zdanie podrzędne zawsze należy od znania głównego oddzielić przecinkami (ewentualnie myślnikami lub nawiasami), bez względu na to, czy znajduje się przed zdaniem głównym, po nim, czy w jego środku.
Przeczytałam książkę, którą mi poleciłaś. 
Kto pierwszy dobiegnie do mety, dostanie nagrodę. 
Usta, które kłamią, zabijają duszę.
Największe problemy zdaje się sprawiać piszącym ostatni z tych typów. O ile większość pamięta o postawieniu przecinka przed zdaniem podrzędnym, o tyle przecinek zamykający często bywa pomijany. Wynika to zapewne z bezrefleksyjnego posługiwania się zasadą, która każe postawić przecinek przed który. Tymczasem całe zdanie podrzędne jest tu informacją wtrąconą, dlatego wymaga wydzielenia z obu stron. 

Wydzielenia przecinkami ze zdania głównego wymagają też imiesłowowe równoważniki zdań, czyli imiesłowy przysłówkowy współczesne i uprzednie (to te zakończone na -ąc, -łszy i -wszy). Ich długość nie ma tutaj znaczenia. 
Idąc, patrzył w gwiazdy. 
Zabiwszy swoją kochankę, odebrał sobie życie.  

Zdania złożone współrzędnie

Zdania złożone współrzędnie są sobie równe pod względem ładunku informacyjnego. Żadne z nich nie jest nadrzędne wobec drugiego, nie wynika z niego, ani go nie określa. Przecinka wymagają zdania bez spójnika, zdania wynikowe (więc, zatem, dlatego), przeciwstawne (a, ale, lecz, zaś , natomiast, chociaż) i synonimiczne (czyli, to znaczy). 

Przyszliśmy, przywitaliśmy się z gośćmi. 
Zabrakło mi mąki, więc poszedłem do sklepu. 
Byliśmy już zmęczeni, ale nie chcieliśmy jeszcze robić postoju. 
Niedługo będzie rok przestępny, czyli taki, który ma 366 dni. 
Przecinków nie stawiamy natomiast pomiędzy zdaniami łącznymi (i, oraz, także, też) i rozłącznymi (albo, lub, czy). 
Pani córka jest zdolna i dobrze się uczy. 
Wychodzisz czy zostajesz? 
Jak widać niektóre spójniki (np. czy) mogą wprowadzać tak zdania podrzędne, jak i współrzędne. Dlatego kierowanie się sensem zdania jest dużo prostsze i bardziej skuteczne niż zapamiętywanie konkretnych spójników. 

W zdaniach złożonych również obowiązują zasady, które mówią, że użycia przecinków wymagają powtarzające się elementy zdania i spójniki, wtrącenia, wyrażenia w wołaczu oraz wyrażenia oznaczające okrzyk. Nieco inaczej zachowuję się jednak spójnik a. W zdaniach złożonych przecinek jest przed nim obligatoryjny. 
Zdenerwował się na dziennikarzy, a po chwili coś im odburknął. 

Porównania

Obecność lub brak przecinka w porównaniu zależy od tego, czy mamy do czynienia ze zdaniem pojedynczym, czy też złożonym podrzędnie. W pierwszym z tych przypadków przecinek nie występuję, w drugim jest obligatoryjny.  
Nie ma jak w domu. 
Jest zdrów jak ryba. 
Napisz to podanie podobnie jak poprzednie.
Łatwiej to napisać, niż powiedzieć. 
Zrób to tak, jak umiesz.
Przecinek jest koniczny także wtedy, gdy wyraz jak wprowadza wyliczenie.
Głoskę z charakteryzują takie cechy, jak: dźwięczność, ustność, twardość, szczelinowość i artykulacja przedniojęzykowo-zębowa. 
W porównania paralelnych (tak, jak; taki, jaki; tyle, co) przecinek jest fakultatywny. Dozwolone są zatem dwie wersje zdania:
Wiesz już tyle, co trzeba. 
Wiesz już tyle co trzeba. 
Bardziej rozpowszechniona jest jednak pisownia z przecinkiem.

Spójniki złożone i zbieganie się spójników

Wielu piszących świerzbi ręka, kiedy widzą twory typu mimo że. Bardzo chcieliby postawić przecinek przed że i nie rozumieją, czemu nie można. Mamy tu do czynienia ze spójnikiem złożonym, spójnikiem jest zatem całe wyrażenie, a nie tylko mimo albo tylko że. Przecinek należy więc postawić przed całością.
Spóźniłam się na autobus, mimo że z domu wyszłam wcześniej niż zwykle. 
On nie miał tego na myśli, zwłaszcza że mu na tobie zależy.  
 Zaczekam, tam gdzie zawsze. 
Pełną listę spójników złożonych znajdziecie tutaj.

Nie zawsze mamy jednak do czynienia ze spójnikiem złożonym, a jedynie przypadkowym zbiegnięciem się dwóch spójników. Utarło się jednak, że ich również nie oddzielamy do siebie przecinakami. 
Myślę, że jeśli będę dużo się uczyć, dostanę się na wymarzone studia. 
O pierwszej byliśmy na dworcu, i chociaż pociąg odchodził dopiero o drugiej, nie zdążyliśmy nawet kupić gazety. 




Tekst opracowany na podstawie:
Karpowicz T., Kultura języka polskiego. Wymowa, ortografia, interpunkcja. Wydawnictwo PWN (stamtąd pochodzi też część przykładów).  

poniedziałek, 13 października 2014

Masła bardziej i mniej maślane


Nieuzasadnione powtórzenie jest w języku polskim błędem. Takie rzeczy lepiej wyjaśniać sobie na początku. Wielu internautów skończyło bowiem szkołę jakiś czas temu i mogło już zapomnieć, co pani od polskiego podkreślała im na czerwono w wypracowaniach. Nic zatem dziwnego, że według raportu Instytutu Monitorowania Mediów z czerwca tego roku pleonazmy stanowią aż 43,56% wszystkich błędów popełnianych w internecie. W pułapkę powtarzania Polacy wpadają z wielu powodów. Na przykład wtedy, kiedy chcą być bardziej oficjalni. Nie bez kozery, w końcu to administracja publiczna przyzwyczaiła nas do załatwiania spraw w dniu dzisiejszym* i w miesiącu lipcu*. 

Pleonazmy i tautologie, zwane potocznie masłem maślanym*, to powtórzenia znaczeniowe. Z pleonazmem mamy do czynienia, gdy w wyrażeniu jeden lub więcej wyrazów powtarza jakąś część znaczenia innych. Tautologia natomiast jest powtórzeniem całego znaczenia przez użycie dwóch wyrazów bliskoznacznych. Typowe przykłady tautologii to: tylko i wyłącznie*, źródło i geneza*, chwila-moment*, ważne i istotne*, ciężar i waga*, poprawność i zgodność*, jeszcze w dodatku*. A jakich pleonazmów najczęściej używają polscy internauci?


Wyniki nie są zaskakujące. Gdybym poprosiła o podanie w komentarzu najczęściej słyszanych pleonazmów, pewnie padłyby podobne odpowiedzi. Może ktoś dodałby jeszcze: swój własny*, błędna pomyłka*, zabić na śmierć*, godzina czasu*, chwila czasu*, całkowita zgoda*, cięta riposta*, emigrować za granicę* albo zdążyć na czas*. Często zdarzają się też połączenia przysłówka bardziej z przymiotnikami stopnia wyższego (np. bardziej odpowiedniejszy* zamiast bardziej odpowiedni). Obszerną listę pleonazmów zebrał prof. Müldner-Nieckowski w Lekarskim Poradniku Językowym. W tropieniu powtórzeń nie warto jednak iść za daleko. Wiele pozornych pleonazmów może pełnić funkcję poetycką albo być terminami naukowymi. Niektóre zostały uznane za poprawne, tak stało się choćby ze skrótowcami pamięć RAM, wirus HIV czy podatek VAT. Kontrowersje budzi powtarzanie znaczenia w zestawieniach z nazwami obcojęzycznymi. Formalnie wyrażenie hrabstwo Oxfordshire* jest pleonazmem, ale czy powinniśmy zakładać, że wszyscy odbiorcy tekstu wiedzą, co znaczy słówko shire po angielsku? Jeszcze większy dylemat mamy z językami mniej popularnymi. Kto w Polsce, poza afrykanistami oczywiście, wie, że w wyrażeniu język kiswahili* przedrostek ki- już oznacza język? 

A jakie inne błędy przydarzają się polskim internautom? 


(Na wszelki wypadek podaję poprawne formy: na pewno; wziąć, z powrotem; dlatego lub bo, dlatego lub ponieważ; w każdym razie; wkładać buty, sukienkę, spodnie; stąd, stamtąd; po linii najmniejszego oporu; połowy zawsze są równe; w cudzysłowie; włączać.)

Całość raportu dostępna jest tutaj. 

* Wszystkie formy oznaczone gwiazdką są niepoprawne. 

piątek, 18 lipca 2014

Biernik czy dopełniacz?


Będę dotykał twoje nagie ciało - śpiewa Grabaż w jednej z piosenek zespołu Strachy na Lachy. Gdyby założyć, że wokalista użył tej formy świadomie i celowo, oznaczałoby to ni mniej, ni więcej tylko będę obrażał twoje nagie ciało. Czasownik dotykać może się łączyć z rzeczownikiem zarówno w bierniku (kogo? co?), jak i w dopełniaczu (kogo? czego?). Dopełniacza używamy, gdy mamy na myśli dosłowne znaczenie, np. dotknął jej ręki. Czasownik dotknąć z rzeczownikiem w bierniku ma znaczenie przenośne (urazić kogoś), np. dotknęła ją ta uwaga.  Bardziej prawdopodobne jest, że Grabaż po prostu się pomylił i użył niewłaściwego przypadka. Trudno się zresztą temu dziwić, polskie czasowniki najczęściej łączą się właśnie z rzeczownikami w bierniku. 

Drugim pod względem częstości występowania po czasowniku przypadkiem jest dopełniacz. Używamy go:
- z czasownikami negacji (nie kupił mleka, zapomniał kluczy);
- czasownikami partytywnymi (zaczerpnął świeżego powietrza, spróbował zupy);
- z czasownikami z przedrostkiem na- (naznosił złomu). 
To oczywiście nie wyczerpuje listy, w pozostałych wypadkach o wyborze przypadka zdecydowała po prostu historia języka. Tak było choćby z używać, słuchać, pilnować, ustępować czy życzyć. Mamy też całkiem sporo czasowników, które mogą rządzić tak biernikiem, jak i dopełniaczem. Zmienia się wtedy jednak ich znaczenie. Przykładem może właśnie dotykać. Inne tego typu czasowniki to:
- przestrzegać kogoś przed czymś (ostrzegać), ale przestrzegać przepisów (stosować się do nich);
- zwrócić uwagę sąsiadce, ale zwrócić uwagę sąsiadki;
- dostarczyć towar do sklepu, ale dostarczyć komuś zmartwień (z rzeczownikami abstrakcyjnymi).
Istnieją też w polszczyźnie czasowniki, z którymi możemy użyć dopełniacza lub biernika całkiem dowolnie: zapomnieć i poprosić. 

Tutaj jednak trudności się nie kończą. Biernik jest na tyle kłopotliwym przypadkiem, że rzeczowniki nieżywotne przyjmują w nim zwykle postać tożsamą z mianownikiem (co?), a rzeczowniki żywotne - z dopełniaczem (kogo?). Najlepiej widać to na przykładzie rzeczowników o kilku znaczeniach. Mogę trzymać wąż ogrodowy i podlewać nim trawnik. Mogę też trzymać węża, ale wtedy będzie to żywy wąż i lepiej zostawić tę czynność wykwalifikowanemu opiekunowi zwierząt. Większość z nas skakała w szkole przez kozioł. Teoretycznie można też skoczyć przez kozła, ale kozioł może nie być z tego powodu zadowolony. A poza tym łatwo zahaczyć o rogi. Zapewne na zasadzie zbyt daleko idącej analogii często rzeczownikom nieżywotnym, które w danym wyrażeniu powinny wystąpić w formie biernika, nadajemy formę dopełniacza. I zamiast mówić: zjeść kotlet, banan, pomidor; wyrwać ząb; zawiązać but czy podać widelec, wielu Polaków używa niepoprawnych form: zjeść kotleta, banana, pomidora; wyrwać zęba, zawiązać buta i podać widelca. Od kilkunastu  lat trwa w Polsce moda na dopełniacz. Być może forma biernika wydaje się wielu użytkownikom języka za mało wyrazista i chcą oni podkreślić w jakiś dodatkowy sposób, że nie mają na myśli rzeczownika w mianowniku. Form takich używa się zwłaszcza w odmianie nazw najnowszych zdobyczy techniki. Często można usłyszeć: wysłać maila, pisać bloga czy kupić laptopa, chociaż nikt przecież nie powie: wysyłam lista, piszę dziennika ani kupiłem komputera. Językoznawcy usiłują walczyć z tym zjawiskiem, w słownikach i poradnikach poprawnościowych jako jedyne właściwe znajdziemy formy z biernikiem: wysyłam mail, dostałem SMS, piszę blog i kupiłem laptop. Wojna wydaje się jednak przegrana, a formy z dopełniaczem pewnie kiedyś wejdą do normy językowej. Ewentualne pretensje mogą mieć do nas tylko potomni, którzy nie będą mogli zrozumieć, po co narobiliśmy tyle wyjątków, jakby wcześniej nie było ich aż nadto. A obcokrajowcy uczący się polskiego będę mieli dodatkowy powód, żeby rwać włosy z głowy. 


środa, 12 marca 2014

Wieża Babel


Wiele osób traktuje naukę języków obcych jako swoją pasję. Sama chętnie podpiszę się pod stwierdzeniem, że poznawanie nowego języka to prawdziwa przygoda. Razem z nim poznajemy w końcu inną kulturą a czasami zupełnie inny sposób myślenia. Nauka języka ma sporo wspólnego z podróżowaniem, nawet jeśli nie ruszamy się w jej trakcie ze swojego pokoju. Takie podróże mają jednak swoje ograniczenia. Trudno bowiem o człowieka, który byłby w stanie nauczyć się więcej niż kilku lub kilkunastu języków. A na świecie jest ich ponad 6 tysięcy! Niektóre mają miliony użytkowników, inne tylko kilkoro. Te drugie nie trafiają się wcale tylko w amazońskiej dżungli. Mamy taki przypadek nawet w Polsce.

Film dokumentalny o języku wilamowickim

W ogólnych statystykach różnorodności językowej Europa wypada jednak blado. Występuje to zaledwie 3,5% ze światowych jeżyków, z czego większość pochodzi z jednej indoeuropejskiej rodziny. Kontynentami najbogatszymi językowo są Azja i Afryka. Prawdziwym rekordzistą jest Papua-Nowa Gwinea, mieszkańcy tej wyspy używają aż 820 języków. Patrząc na tę całą mozaikę, warto wspomnieć, że zaledwie jedna trzecia światowych języków jest w ogóle zapisywana. I nie mówimy tu wcale o lokalnych dialektach, ale o odrębnych językowych bytach. Choć sam fakt - co jest nazywane językiem, a co tylko dialektem - ma często znacznie więcej wspólnego z polityką niż językoznawstwem. Doskonałym przykładem są języki krajów skandynawskich (duński, szwedzki i norweski), które zdaniem językoznawców może i są dialektami tego samego języka, ale ponieważ używa się ich w odrębnych państwach, oficjalnie uznano je za języki. Odwrotnie stało się z tzw. chińskim, który ze względów politycznych często traktowany jest jako jeden język, chociaż mieszkańcy poszczególnych rejonów Chin nie mieliby szans się ze sobą dogadać. 

O większości języków z całego ich światowego bogactwa pewnie nawet nie słyszeliśmy. W końcu aż 96% ludności posługuje się zaledwie 275 największymi językami. Mało tego, szacuje się, że na skutek globalizacji oraz językowej asymilacji do końca tego stulecia zniknie aż 90% używanych na świecie języków. Mają one zostać zastąpione przez te największe: globalne i narodowe. Wniosek z tego jeden, to naprawdę ostatni dzwonek, żeby poznać tę cześć dziedzictwa ludzkości. Dobrym początkiem może być wydana w formie pięknego albumu książka pod redakcją Petera K. Austina ze Szkoły Studiów Orientalnych i Afrykańskich na Uniwersytecie w Londynie. "1000 języków" to ilustrowany przegląd najważniejszych języków świata. Pierwsza część poświęcona jest jedenastu największym, nazwanym tutaj językami światowymi. Znalazły się wśród nich: mandaryński, angielski, hindi, hiszpański, rosyjski, bengalski, arabski, portugalski, francuski, niemiecki i japoński. Następne rozdziały poświęcone są największym pod względem liczby użytkowników językom na poszczególnych kontynentach i w ich częściach. Kryterium uszeregowania budzi jednak moje zastrzeżenia, bo wprowadza w błąd. O ile języki światowe wybrane zostały na podstawie liczby wszystkich użytkowników (czyli nie tylko rodowitych, ale i używających danego języka jako kolejnego czy też wyuczonego), o tyle pozostałe języki pogrupowano na podstawie liczby macierzystych użytkowników. I tak przy angielskim figuruje liczba 760 milionów, choć jako pierwszym posługuje się nim tylko 330 milionów ludzi. Z kolei przy suahili widnieje 5 milionów użytkowników, a dalej czytamy, że jako drugim posługuje się nim na co dzień dodatkowe 50 milionów osób. Zastosowanie jednolitego kryterium dla wszystkich byłoby o wiele bardziej przejrzyste. 

"1000 języków" nie jest książką akademicką. To raczej zbiór podstawowych informacji i ciekawostek o językach. Autorzy zadbali, żeby czytelnik nie nudził się podczas lektury i umieścili takie smaczki jak choćby zapożyczenia, które z danego języka przedostały się do innych,  czy samouczek liczenia do dziesięciu. Całości dopełniają piękne fotografie. Ostatnie dwa rozdziały książki autorzy poświęcili językom zagrożonym i wymarłym. Wśród tych ostatnich znalazły się nie tylko te nasuwające się w pierwszej kolejności jak łacina i sanskryt, ale choćby dawne języki Sydney czy Massachussett. Na końcu znajdziemy też słowniczek używanych w książce terminów i językowe mapki poszczególnych kontynentów. Leksykon naprawdę przyjemnie się przegląda, a przy okazji można zwiedzić kawał świata. 

źródło: www.bosz.com.pl

środa, 8 stycznia 2014

Jak to powiedzieć po afrykańsku?


"Powiedz coś po afrykańsku" - to chyba najczęściej słyszane przez studentów afrykanistyki zdanie. U jednych wywołuje uśmiech, u innych zwątpienie, bo w końcu prośba ma tyle samo sensu co "Powiedz coś po europejsku". A nawet mniej, mówimy w końcu o najbogatszym pod względem językowym kontynencie świata. Szacuje się, że globalnie istnieje jakieś 6,5 tysiąca języków, z czego jednej trzeciej używa się właśnie w Afryce. Mało tego, w każdym afrykańskim państwie występuje średnio od czterdziestu do pięćdziesięciu języków! A granice ich występowania często nijak mają się do granic państwowych. Nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo utrudnia to organizację administracji czy systemu edukacji. Dlatego też władze państwowe często używają języków europejskich w codziennej pracy.

W jakim języku mówią Afrykanie?


Najwięcej, bo aż 17% mieszkańców kontynentu, używa różnych dialektów arabskiego. Mówimy tu oczywiście o krajach muzułmańskich na północy. Drugim co do wielkości językiem jest suahili, posługuje się nim 10% Afrykanów, głównie na wschodnim wybrzeżu. Inne duże języki, których nazwy być może obiły wam się o uszy, to m.in. hausa, joruba, ibo, fulfulde, amharski, oromo, somalijski, zulu, afrikaans czy języki berberyjskie.

Krótka lekcja suahili


Kilka słów w suahili zapewne znacie, nawet o tym nie wiedząc. Najpopularniejsze to safari, czyli po prostu podróż. Moje pokolenie, które w dzieciństwie płakało na "Królu lwie", może też znać słówka simba - lew i rafiki - przyjaciel czy czasownik pumbaa, który oznacza być niemądrym. Pewnie obił wam się o uszy zwrot hakuna matata, czyli nie martw się (dosłownie nie ma problemów). Wymowa suahilijskich słów jest bajecznie prosta, odczytujemy wszystko tak jak jest zapisane, z kilkoma wyjątkami: w wymawiamy jak ł, j jak dż, y jak j, a ch jak cz. Rozmowę zaczynamy od powitań, a w kulturze suahili witamy się długo i wylewnie. Dobre wychowanie nakazuje zapytać o samopoczucie naszego rozmówcy, ale i całej jego rodziny. I co najważniejsze nigdy nie narzekamy, odpowiedź zawsze musi być pozytywna. Kiedy chcemy przywitać jedną osobę, mówimy Hujambo!, odpowiedź to zawsze Sijambo!. Do więcej niż jednej osoby powiemy Hamjambo!, a w odpowiedzi usłyszymy Hatujambo!. Specjalnej formy wymaga pozdrowienie osoby starszej, do której mówimy Shikamoo! (dosłownie padam do twych stóp), odpowiedź to Marahaba!.  Możemy jeszcze zapytać, co słychać u kogoś w domu Habari za nyumbani? albo w pracy Habari za kazi? Odpowiedź na oba to Nzuri albo Salama. I jeszcze kilka przydatnych słówek i zwrotów:
Do widzenia! - Kwa heri!
Dziękuję! - Asante!
Proszę! - Tafadhali!
Jak masz na imię? - Jina lako nani?
Mam na imię Subira? - Jina langu Subira. 
Pomocy! - Msaada!
Ile to kosztuje? - Bei gani?
Która godzina? - Saa ngapi?
tak - ndiyo
nie - siyo

                                              Ewangelia według św. Łukasza w suahili 
                                         
Jeśli ktoś miałby ochotę pouczyć się suahili, to takie kursy swego czasu organizowało Forum Kenijsko-Polskie, na Uniwersytecie Warszawskim są też prowadzone lektoraty tego języka. Z kursów stacjonarnych to byłoby wszystko. Jest za to kilka anglojęzycznych podręczników, na poziomie bardzo podstawowym w internecie dostępny jest Teach Yourself Swahili, a na trochę wyższym warto polecić Colloquial Swahili: The Complete Course for Beginners. Niedawno ukazał się słownik suahilijsko-polski, który jest też dostępny w internecie na kamusi.pl.

Na zachętę jeszcze mój ulubiony utwór w suahili, który jest tak naprawdę muzyczną interpretacją modlitwy Ojcze nasz. 

I chyba najbardziej znana suahilijska piosenka Malaika (Anioł), opowiadająca o nieszczęśliwej miłości.



środa, 8 maja 2013

Bóg czy bóg?


Przyznają, że wpisy o języku pojawiały się tu ostatnio rzadko, a właściwie wcale. Dziś jednak nadrabiam. A zainspirowało mnie jak zwykle życie. Gdzieś w internecie zobaczyłam wpis, którego autor twierdził, że słowo bóg zapisuje zawsze małą literą (a nie z małej litery), bo w niego nie wierzy. Nie wątpię w deklarację światopoglądową internauty, ale śmiem przypuszczać, że nie wierzy on też w polską ortografię. Ta niezmiennie od lat zaleca zapisywanie rzeczowników pospolitych małą literą, a nazw własnych - wielką. Wszystko zależy zatem od tego, co mamy na myśli. Jeśli mówimy o jakichś bogach i nie używamy słowa bóg jako nazwy jednostkowej, to zapisujemy je małą literą. Jeśli natomiast używamy słowa Bóg jako nazwy własnej, mówiąc o konkretnym Bogu (co zdarza się w przypadku religii monoteistycznych), to słowo Bóg zapisujemy wielką literą. Jest ono bowiem w tym znaczeniu taką samą nazwą własną, jak Jahwe, Allah czy Dionizos. Nie popełni zatem błędu ateista mówiąc: Nie wierzę w boga. Bo nie wierzy on w żadnego z bogów. Natomiast zdania: Nie wierzę w Boga, wcale nie musi wypowiadać osoba niewierząca. Może to powiedzieć na przykład taoista, który co prawda nie wierzy w Boga chrześcijańskiego, ale wierzy we własnych bogów. Jak widać nie ma to nic wspólnego z kwestią wiary bądź niewiary, istnienia bądź nieistnienia. Przypominam, że takie nazwy własne, jak Kubuś Puchatek czy Królewna Śnieżka, także należy zapisać wielką literą. Bez względu na to, czy wierzymy w krasnoludki, czy też nie, ich imiona też zapisujemy wielką literą. Wbrew temu, co sądzą niektóre osoby, zapis wielką literą nie jest formą oddawania hołdu. Wszakże nazwiska takich postaci, jak Stalin, Hitler czy Mao Zedong, też zapisujemy wielką literą, chociaż nie zasłużyły one na podziw.

PS Podobnie rzecz ma się ze słowem kościół. Jeśli mamy na myśli instytucję, piszemy Kościół, a jeśli jeden z wielu budynków - kościół.

środa, 31 października 2012

Jak używać cudzysłowu?


Już sama odmiana słowa cudzysłów sprawia wielu osobom problem. Dlatego na początek małe przypomnienie. Zapisujemy coś w cudzysłowie, a nie w cudzysłowiu. Dla ułatwienia można zapamiętać, że cudzysłów odmienia się jak rów, wszyscy przecież wiedzą, że leżymy w rowie, a nie w rowiu. Dalsza odmiana wygląda tak:

L.p.
M. (Kto? Co?) cudzysłów
D. (Kogo? Czego?) cudzysłowu
C. (Komu? Czemu?) cudzysłowowi
B. (Kogo? Co?) cudzysłów
N. (Kim? Czym?) cudzysłowem
Ms. (O kim? O czym?) cudzysłowie
W. cudzysłowie

L.m.

M. (Kto? Co?) cudzysłowy
D. (Kogo? Czego?) cudzysłowów
C. (Komu? Czemu?) cudzysłowom
B. (Kogo? Co?) cudzysłowy
N. (Kim? Czym?) cudzysłowami
Ms. (O kim? O czym?) cudzysłowach
W. cudzysłowy

Skoro już ustaliliśmy, jak się odmienia słowo cudzysłów, czas przejść do rzeczy ważniejszej. Mianowicie, jak  tego znaku interpunkcyjnego używać. I jak go nie nadużywać. Podstawowe zastosowanie wynika z samej nazwy cudzysłowu, używamy go, gdy posługujemy się cudzym słowem (cytatów napisanych kursywą nie musimy już zaznaczać cudzysłowem). Cudzysłowu możemy też użyć ze względów znaczeniowych i stylistycznych. To właśnie użycie sprawia zwykle najwięcej problemów. Po pierwsze użycie cudzysłowu oznacza ironię. Gdy piszemy, że ktoś jest "inteligentny", uważamy go za głupka. Po drugie cudzysłowem oznaczamy wyraz obcy stylistycznie. Ale nie oznacza to ujmowania w cudzysłów wszystkiego, co w jakiś sposób nie pasuje nam do zdania albo użyliśmy tego przenośnie. A to niestety zdarza się nagminnie, w internecie aż roi się od nadmiaru cudzysłowów. Możemy przeczytać zdania typu Mam teraz "matmę". To nie jest dobry pomysł. Wyraz obcy stylistycznie to np. wyraz bardzo potoczny użyty w tekście naukowym, a nie dowolne słowo użyte w niedosłownym znaczeniu czy związek frazeologiczny. Żeby to zilustrować posłużę się przykładem zdanie z recenzji filmu Skyfall z pewnego bloga, które mnie do napisania tej notki zainspirowało (i szczerze rozbawiło).

Silva to "intelektualna" wersja "Szczęk". 

Co poeta miał na myśli? Ujęcie w cudzysłów słowa intelektualny wskazuje na ironię. Silva (czarny charakter w najnowszym filmie o Bondzie) jest zatem głupszą wersją. Ale czego? Mało kto zapewne pamięta, że w filmie Moonraker z 1979 roku była postać o pseudonimie Buźka czy też Szczęki. I choć cudzysłowów można używać dla wyodrębnienia mniej znanych pseudonimów, pierwszym co przychodzi do głowy (przynajmniej mnie) jest tytuł filmu Stevena Spielberga o żarłocznych rekinach (bo tytuły filmów już bezwzględnie muszą występować w cudzysłowie lub być zapisane kursywą). Silva głupszą wersją rekina? No chyba nie. I dlatego dobrze jest poprawnie używać cudzysłowów. 



środa, 10 października 2012

Najbardziej irytujące błędy - lista subiektywna


1. Tu pisze - a mówią, że Polacy to naród bez wyobraźni! Ta forma mogłaby świadczyć o naszej zbiorowej wierze w magię. Ci, którzy czytali serię książek o Harry'm Potterze, pamiętają zapewne dziennik Toma Riddle'a. O, i tam się samo pisało! Litery pojawiały się same. Niestety w prawdziwym świecie coś może co najwyżej być napisane.

2. Wziońść - jeśli ktoś naprawdę myśli, że takie słowo istnieje, niech sprawdzi to w słowniku. Zaręczam, że znajdzie tam tylko formę wziąć.

3. Poszłem zamiast poszedłem - ta forma to już naprawdę wstyd! Powiedziałabym nawet, że to wiocha, ale nie chcę przypisywać nieporadności językowej terenom wiejskim.

4. Włanczać - najlepiej robić to włancznikiem. Ogólnie nie lubię, kiedy ktoś zamiast ą używa om i tym podobnych (robiom); ale już w słowie włączać brzmi to wyjątkowo niechlujnie.

5. Lubiał, nienawidzieć, kupywał - ciężko mi nawet powiedzieć, skąd wzięły się takie wariacje czasowników lubić, nienawidzić czy kupować.

6. Pleonazmy i tautologie, który wynikają zapewne z przeświadczenia, że jeśli użyjemy więcej słów, to będzie mądrzej. Nie będzie. Bo czy masło może nie być maślane, a akwen może być inny niż wodny? Czy polska piosenkarka Ewelina Flinta naprawdę uważała śpiewając spadam w dół, ze standardowo spada się w górę? Dodatkowe określenia dodajemy tylko w przypadku, gdy rzecz o której mówimy, jeśli mamy buty to raczej po prostu ze skóry, a nie ze skóry zwierzęcej. Chyba, że gdzieś uchował się jakiś ludożerca, który będzie miał buty ze skóry ludzkiej, wtedy dopowiedzenie jest jak najbardziej uzasadnione. Inaczej wyjdzie nam z tego pleonazm. Inne, często spotykane przykłady to zabijanie się na śmierć, kontynuowanie dalej czy cofanie się do tyłu. Tautologia występuje natomiast, kiedy używamy dwóch określeń, które de facto znaczą to samo, jak tylko i wyłącznie czy źródło i geneza. 

7. Daty, liczebniki, miary i wagi. Jaki dziś dzień? 10 października, a na pewno nie 10 październik, bo to by oznaczało, że jest to czyiś 10. październik w ogóle w jego życiu. Równie częstym błędem jest mówienie o roku dwutysięcznym dwunastym, był rok dwutysięczny, ale teraz mamy dwa tysiące dwunasty. Jeśli ktoś ma z tym problem, w sukurs idzie historia; bo analogicznie Bolesław Chrobry nie był koronowany w tysięcznym dwudziestym piątym, a w tysiąc dwudziestym piątym. Problemy często sprawia też polska waluta, złoty to jest jeden, pięć jest złotych. Tak samo w przypadku miar i wag, kupujemy 1 gram czegoś, ale już 20 gramów.

8. Ubrać spodnie - ubrać to można drodzy Państwo choinkę na Święta. Chyba, że spodniom jest zimno i chcemy założyć im inne spodnie. My ubieramy się w spodnie.

9. Brak interpunkcji i wielkich liter. Takiego tekstu po prostu nie da się czytać, sam autor zapewne wie, co miał na myśli, ale czytelnik zgubi się w połowie.

10. Nieodmienianie imion i nazwisk albo odmienianie ich nieprawidłowo. Już chyba rekordzistą jest Janusz Korwin-Mikke, którego nazwisko jest źle odmieniane przez większość nie tylko przypadkowych ludzi, ale i dziennikarzy. Z kim rozmawia dziennikarz? Z Januszem Korwin-Mikkem. I tylko tak! Bo człon Korwin to nazwisko herbowe,  które nie podlega odmianie. Nie ma za to żadnych powodów, żeby nie odmieniać nazwiska Mikke. Nieodmienianie nazwisk to prawdziwa plaga, dzieje się tak już nawet z nazwiskami polskimi. Już niedługo nie będziemy oglądać obrazów Jana Matejki, a Jana Matejko. Jeszcze gorsze rzeczy dzieją się przy odmianie nazwisk zagranicznych. Generalna zasada jest taka, że odmienia się prawie wszystkie nazwiska, z wyjątkiem tych np. zakończonych w wymowie na o lub ła, jak Dubois. Apostrof stawiamy tylko po imieniu lub nazwisku, które zakończone jest w wymowie na samogłoskę, której nie wymawiamy (lub wymawiamy inaczej niż w zapisie). I tak piszemy Jake'a i Stallone'a, ale już Toma i Pottera. Z kobietami sprawa jest prostsza, odmieniamy tylko nazwiska zakończone na -a.


środa, 26 września 2012

Anglizacja


Zapożyczenia pełnią w języku bardzo ważną rolę. Przed wszystkim pomagają nazywać rzeczy jeszcze nienazwane. O ileż trudniej by było wymyślać nowe słowa, zamiast po prostu przyswoić sobie nazwy dżinsów czy komputera! Zapożyczenia przydają się nawet wtedy, gdy mamy już polski odpowiednik, bo czy nie łatwiej jest powiedzieć hipermarket niż sklep wielkopowierzchniowy?

Dlatego nie ma co się denerwować na informatyków, którzy w swoje wypowiedzi wplatają angielskie terminy (choć to też nie zawsze, bo przecież nie musimy czegoś updatować, możemy po prostu zaktualizować). Za to możemy, a nawet powinniśmy denerwować się na wszystkich, którzy może z racji tego, że na wizytówce zamiast koordynatora czy specjalisty, mają napisane manager, zasypują nas mailami w stylu "Przesyłam briefa i czekam na respons". No drodzy Państwo, mówmy językami, proszę bardzo, ale może nie wszystkimi naraz! To naprawdę nie robi dobrego wrażenia, a wręcz przeciwnie. Dla rodowitego użytkownika języka angielskiego, angielskie terminy brzmią wręcz prościej. Jeśli takie wplatanie na kimś ma zrobić wrażenie, to tylko na osobach, które albo słabo znają język, albo mają tzw. kompleks wschodni.

Takie niepotrzebne zastępowanie polskich słów angielskimi, niesie ze sobą poważne zagrożenie. Jakie? To wytłumaczę na przykładzie mojego znienawidzonego słowa, czyli dokładnie. Nienawidzę go wcale nie dlatego, że jest zwykle używane błędnie. Polskie dokładnie oznacza tyle co starannie, precyzyjnie. Jest natomiast często używane jak angielskie exactly. Kiedy zatem się z kimś zgadzamy, powinniśmy raczej krzyknąć: Oczywiście! Pewnie, że tak! Własnie! Masz rację! Ależ tak! Ale dlatego, że 9 na 10 osób krzyknie Dokładnie! i tak z pięciu wyrażeń w słowniku robi nam się jedno. Nie przepadam też za zapożyczeniem produkcja w odniesieniu do kinematografii, kiedy ktoś tak mówi o filmie, mam wrażenie, że go obraża. Film ma pozytywne konotacje ze sztuką, może być czymś wartościowym, produkcja przeciwnie, jest masowa i nastawiona na zysk.

Zapożyczenia mogą wdzierać się w naszą gramatykę. Często słyszymy, że coś wydaję się być, czasownik być jest w tej konstrukcji zupełnie niepotrzebny, po polsku mówimy, że coś wydaje się jakieś, np. jego nowa książka wydaje się interesująca. Być w tej konstrukcji jest niczym innym, jak klaką językową z angielskiego It seems to be.

Zapożyczajmy, ale z głową i tylko wtedy gdy wzbogaca to nasz język, a nie zubaża. W końcu oparliśmy się germanizacji i rusyfikacji, damy też sobie radę z anglizacją.

piątek, 21 września 2012

Język polski wcale nie taki trudny



Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego mówimy zarówno w ręce, jak i w ręku? Nawet jeśli nie, to i tak warto poznać odpowiedź, jest to bowiem pozostałość po liczbie podwójnej.  Nasi przodkowie posługujący się dawnym językiem polskim znali trzy liczby, a nie jak my dziś tylko pojedynczą i mnogą. Liczba pojedyncza oznaczała, tak jak dziś jedną sztukę, podwójna dwie, a mnoga więcej niż dwie. Brzmiało to tak:

Mianownik
dwie ręce
Dopełniacz
dwu ręku
Celownik
dwiema  rękama
Biernik
dwie ręce
Narzędnik
dwiema rękama
Miejscownik
dwu reku
Wołacz
dwie ręce

Ten system ciągle jest używany w językach litewskim i słoweńskim. Jeśli ktoś uważa go jednak za skomplikowany, spieszę wyjaśnić, że istnieje też coś takiego jak liczba potrójna, a nawet poczwórna.  Liczbę potrójną ma chociażby język Tok Pisin używany w Papui Nowej Gwinei.


Singular
Dual
Trial
Plural
1st exclusive
mi
(ja)
mitupela
(on/ona i ja)
mitripela
(oni i ja)
mipela
(oni wszyscy i ja)
1st inclusive
-
yumitupela
(ty i ja)
yumitripela
(wy i ja)
yumipela or yumi
(wy wszyscy i ja)
2nd
yu
(ty)
yutupela
(was dwóch)
yutripela
(was trzwech)
yupela
(was czterech i więcej)
3rd
em
(on/ona)
tupela
(ich dwóch)
tripela
(ich trzech)
ol
(ich czterech i więcej)

Warto wyjaśnić, o co chodzi z formami exclusive i inclusive. Niektóre języki wyróżniają dwie formy zaimka my, w zależności od tego, czy mówiący ma na myśli słuchacza, czy nie. I tak jeśli chcemy powiedzieć po czeczeńsku my w znaczeniu ja i osoba, która mnie słucha, powiemy vay, a kiedy my dotyczy mnie i jakiejś innej osoby txo.

Na liczbach się nie kończy, nasze marne siedem przypadków to naprawdę nic przy językach ugrofińskich. Te zwykle mają ich kilkanaście. Oto przykład z języka fińskiego:

Przypadek
Pytania
l.p.
l.mn.
Nominativus
kto? co?
-
-t
Partitivus
Ile (czego)? kogo? czego?
-a/ -ä ,-ta/-tä
-a, -ita, -ja
Genetivus
kogo? czego?
-n
-n, -den, tten, in, ten, en
Accusativus I
kogo? co?
=Gen
=Nom
Accusativus II
kogo? czego?
=Nom
=Gen
Essivus
jako kto? jako co?
-na/-nä
=sing.
Translativus
w kogo? w co?
-ksi
=sing.
Comitativus
z kim? z czym?
-
-ne + suf. dzierż.
Prolativus
jak? którędy?
-
-tse
Abessivus
bez kogo? bez czego?
-tta / ttä
=sing.
Instructivus
jak? kim? czym?
-n
=sing.
Inessivus
w kim? w czym? gdzie?
-ssa/-ssä
=sing.
Elativus
od kogo? od czego? skąd?
-sta/-stä
=sing.
Illativus
w kogo? w co? dokąd?
-n, hVn, -seen
-in, -hin, -iin
Adessivus
na kim? na czym? gdzie?
-lla/-llä
=sing.
Ablativus
znad (od) kogo? czego? skąd?
-lta/-ltä
=sing.
-lta/-ltä
na kogo? na co? dokąd?
-lle
=sing.

Podobnie rzecz ma się z osobami, niektóre języki indiańskie mają też czwartą. Z kolei język nawaho ma siedem trybów, nie tak jak polski: orzekający, rozkazujący i przypuszczający.

Tworzenie zdania z luźno zestawionych słów to też wcale nie jest uniwersalny rozwiązanie. W eskimoskim języku Inuktitut polega ono na dodawaniu znaczących przyrostków i przedrostków do rzeczownika i czasownika. Wygląda to tak:

Malik
ᒪᓕᒃ
gonić
Maliktunga
ᒪᓕᒃᑐᖓ
(ja) gonię
Malikkassik
ᒪᓕᒃᑲᓯᒃ
ty też gonisz
Malikkit!
ᒪᓕᒃᑭᑦ
gońcie ich!
Malikkuttikkuk
ᒪᓕᒃᑯᑦᑎᑦᑯᑦ
jeżeli my gonimy ich dwoje
Malingmangaakku?
ᒪᓕᖕᒪᖓᐊᒃᑯ
czy (ja) ją gonię?

Kiedy zatem chcemy powiedzieć Nigdy nie powiedziałem, że chcę jechać do Paryża powiemy Pariliarumaniralauqsimanngittunga. Prawda, że proste? Dodam tylko, że język Inuktitut nie jest jednym z tych wymierających, używa się go jako języka urzędowego w Nunavut i Terytoriach Północno-Zachodnich, a także częściowo w Quebecu oraz Nowej Fundlandii i Labradorze.
Nie zawsze bywa tak trudno. Używany w Amazonii język piraha nie posiada liczebników. Może tylko powiedzieć, że czegoś jest dużo albo mało. Rdzenni użytkownicy języka nie potrafią więc liczyć. Odpadają wszelkie problemy z matematyką.