czwartek, 25 lipca 2013

Bajki poetyckie Tomasza Ososińskiego


Nie znam się na poezji. Kompletnie. Jak większość czytelników w tym kraju przeważnie czytuję prozę. Jeśli już sięgam po poezję to bardzo niepoetycką. Najbardziej lubię wierszę białe i autorów nie starszych niż urodzonych w XX wieku. Chociaż w szkole mówili mi, że trzeba się zachwycać formą, jak się nie zachwycam. Nie łapią mnie za serce wyszukane rymy, zawiłe metafory, ani mickiewiczowski trzynastozgłoskowiec. Gdybym miała wymienić ulubionych poetów, powinny się na tej liście pojawić trzy nazwiska: Herbert, ks. Twardowski, Świetlicki. Herberta lubię za jego refleksję nad etyką i naturą człowieka, odkąd pamiętam darzyłam Pana Cogito szczerą sympatią. Ks. Twardowski od lat urzeka mnie optymizmem i uparcie przekonuje o pięknie świata, a Świetlickiego lubię za autentyczność i bezpretensjonalność w opisywaniu ludzkich stanów ducha. Trzeba też przyznać, że mój gust poetycki jest dość nacjonalistyczny. Po prostu nijak nie poruszają mnie utwory poetów, którzy nie piszą po polsku.

Jednak cała prostota, za którą cenię poezję współczesną, czynią ją trudną do oceny. Wiersze tradycyjne, posiadające rym i rytm, można łatwo zmierzyć i opisać. Określić typ strofy, oznaczyć układ rymów żeńskich i męskich, policzyć sylaby w każdym wersie. W przypadku poezji współczesnej zwykle te wyuczone w szkole metody na nic się nie zdają. Brak tradycyjnych sposobów obiektywnej oceny każe sobie postawić proste pytanie: czy mnie się to podoba? Czy autor rzeczywiście ma coś do powiedzenia, a może tak sobie napisał i liczy, że ktoś to kupi?

Tomasz Ososiński też lubi Herberta. Jestem tego pewna. Umiar, a nawet pewna powściągliwość jego "Pięciu bajek" są iście herbertowskie. Utwory zawarte w tym debiutanckim tomiku trudno nawet nazwać wierszami, to fragmenty poetyckiej prozy, w których autor stara się uchwycić zwyczajne chwile. Ososiński jest filologiem klasycznym i tłumaczem literatury łacińskiej i niemieckiej, nie dziwi zatem jego zafascynowanie klasyką. Poeta nie szuka jednak inspiracji w odległych epokach, interesują go rzeczy prozaiczne i przedmioty codziennego użytku. To chyba dobry moment, żeby postawić pytanie: o co chodzi poecie? Ososiński pokazuje nam inną stronę rzeczywistości, jej sentymentalno-poetycki wymiar. Jest w stanie dojrzeć niezwykła stronę wydarzeń, na które większość ludzi nie zwraca uwagi. Fascynuje go policjant oddający zatrzymanemu kierowcy dokument i samotne reklamy przed supermarketem. Autor pokazuje nam niecodzienną stronę codzienności i przekonuje, że to co widzimy, nie jest wcale takie oczywiste. A co ważniejsze, że każda - nawet najbardziej prozaiczna sytuacja - może być przyczynkiem do refleksji. Niektóre interpretacje mogą być zaskakujące, ale przecież to bajki, a w bajkach nic nie może być oczywiste.

Baśnie ukryte są zazwyczaj pod kamieniami. Im większy kamień, tym większą kryje baśń. Baśń jest bezładną bieganiną robaków czerniejących na tle sprasowanej trawy. 
Nie jest to tomik idealny, nie powala na kolana po pierwszych paru wersach. Trzeba jednak przyznać, że dzięki obrazowości i plastyczności tekstów Ososińskiego, chce się tych "Pięciu bajek" słuchać.


Za możliwość przeczytania tomiku dziękuję autorowi.

2 komentarze:

  1. Ja zazwyczaj czytam prozę, bo poezja dla mnie jest za trudna. Może jednak wybierałam złych autorów?
    P.S. bardzo podoba mi się twoja strona. Ja tez prowadzę blog kulturalny. Zapraszam :) http://ludzietworzaswiat.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń