środa, 12 marca 2014

Wieża Babel


Wiele osób traktuje naukę języków obcych jako swoją pasję. Sama chętnie podpiszę się pod stwierdzeniem, że poznawanie nowego języka to prawdziwa przygoda. Razem z nim poznajemy w końcu inną kulturą a czasami zupełnie inny sposób myślenia. Nauka języka ma sporo wspólnego z podróżowaniem, nawet jeśli nie ruszamy się w jej trakcie ze swojego pokoju. Takie podróże mają jednak swoje ograniczenia. Trudno bowiem o człowieka, który byłby w stanie nauczyć się więcej niż kilku lub kilkunastu języków. A na świecie jest ich ponad 6 tysięcy! Niektóre mają miliony użytkowników, inne tylko kilkoro. Te drugie nie trafiają się wcale tylko w amazońskiej dżungli. Mamy taki przypadek nawet w Polsce.

Film dokumentalny o języku wilamowickim

W ogólnych statystykach różnorodności językowej Europa wypada jednak blado. Występuje to zaledwie 3,5% ze światowych jeżyków, z czego większość pochodzi z jednej indoeuropejskiej rodziny. Kontynentami najbogatszymi językowo są Azja i Afryka. Prawdziwym rekordzistą jest Papua-Nowa Gwinea, mieszkańcy tej wyspy używają aż 820 języków. Patrząc na tę całą mozaikę, warto wspomnieć, że zaledwie jedna trzecia światowych języków jest w ogóle zapisywana. I nie mówimy tu wcale o lokalnych dialektach, ale o odrębnych językowych bytach. Choć sam fakt - co jest nazywane językiem, a co tylko dialektem - ma często znacznie więcej wspólnego z polityką niż językoznawstwem. Doskonałym przykładem są języki krajów skandynawskich (duński, szwedzki i norweski), które zdaniem językoznawców może i są dialektami tego samego języka, ale ponieważ używa się ich w odrębnych państwach, oficjalnie uznano je za języki. Odwrotnie stało się z tzw. chińskim, który ze względów politycznych często traktowany jest jako jeden język, chociaż mieszkańcy poszczególnych rejonów Chin nie mieliby szans się ze sobą dogadać. 

O większości języków z całego ich światowego bogactwa pewnie nawet nie słyszeliśmy. W końcu aż 96% ludności posługuje się zaledwie 275 największymi językami. Mało tego, szacuje się, że na skutek globalizacji oraz językowej asymilacji do końca tego stulecia zniknie aż 90% używanych na świecie języków. Mają one zostać zastąpione przez te największe: globalne i narodowe. Wniosek z tego jeden, to naprawdę ostatni dzwonek, żeby poznać tę cześć dziedzictwa ludzkości. Dobrym początkiem może być wydana w formie pięknego albumu książka pod redakcją Petera K. Austina ze Szkoły Studiów Orientalnych i Afrykańskich na Uniwersytecie w Londynie. "1000 języków" to ilustrowany przegląd najważniejszych języków świata. Pierwsza część poświęcona jest jedenastu największym, nazwanym tutaj językami światowymi. Znalazły się wśród nich: mandaryński, angielski, hindi, hiszpański, rosyjski, bengalski, arabski, portugalski, francuski, niemiecki i japoński. Następne rozdziały poświęcone są największym pod względem liczby użytkowników językom na poszczególnych kontynentach i w ich częściach. Kryterium uszeregowania budzi jednak moje zastrzeżenia, bo wprowadza w błąd. O ile języki światowe wybrane zostały na podstawie liczby wszystkich użytkowników (czyli nie tylko rodowitych, ale i używających danego języka jako kolejnego czy też wyuczonego), o tyle pozostałe języki pogrupowano na podstawie liczby macierzystych użytkowników. I tak przy angielskim figuruje liczba 760 milionów, choć jako pierwszym posługuje się nim tylko 330 milionów ludzi. Z kolei przy suahili widnieje 5 milionów użytkowników, a dalej czytamy, że jako drugim posługuje się nim na co dzień dodatkowe 50 milionów osób. Zastosowanie jednolitego kryterium dla wszystkich byłoby o wiele bardziej przejrzyste. 

"1000 języków" nie jest książką akademicką. To raczej zbiór podstawowych informacji i ciekawostek o językach. Autorzy zadbali, żeby czytelnik nie nudził się podczas lektury i umieścili takie smaczki jak choćby zapożyczenia, które z danego języka przedostały się do innych,  czy samouczek liczenia do dziesięciu. Całości dopełniają piękne fotografie. Ostatnie dwa rozdziały książki autorzy poświęcili językom zagrożonym i wymarłym. Wśród tych ostatnich znalazły się nie tylko te nasuwające się w pierwszej kolejności jak łacina i sanskryt, ale choćby dawne języki Sydney czy Massachussett. Na końcu znajdziemy też słowniczek używanych w książce terminów i językowe mapki poszczególnych kontynentów. Leksykon naprawdę przyjemnie się przegląda, a przy okazji można zwiedzić kawał świata. 

źródło: www.bosz.com.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz