Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaze tachinu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaze tachinu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 września 2014

Trzeba żyć


Od dawna już chodziły słuchy, że Zrywa się wiatr to jeden z gorszych filmów Hayao Miyazakiego, a nominacja do Oscara miała być tylko ukoronowaniem wieloletniej pracy reżysera. Podobnie mówiło się kiedyś o Makowym wzgórzu, jednym z niewielu jego filmów osadzonych w realizmie. Być może styl animacji studia Ghibli bardziej kojarzy się z baśniowym klimatem. Pewnie nie tylko mnie na dźwięk nazwy studia od razu przychodzi do głowy charakterystyczna postać czarownicy, występująca choćby w Spirited Away czy Ruchomym zamku Hauru. Tezę tę obala jednak znakomity Grobowiec świetlików, ale to już dzieło Isao Takahaty. Żeby przekonać się, jak jest naprawdę, musiałam poczekać ponad rok. Tyle minęło od światowej premiery Zrywa się wiatr do pojawienia się filmu na ekranach polskich kin. Najwyraźniej dystrybutor też uległ baśniowej stylizacji i przed seansem uraczył nas szeregiem zapowiedzi filmów dla dzieci. (W tym komputerowej Pszczółki Mai, co już na zawsze pozostawi rysę na mojej psychice.) Na widowni żadnych dzieci nie było. Widzowie okazali się mądrzejsi i sami doszli do wniosku, że film biograficzny o inżynierze lotnictwa z wojną w tle nie jest tym, co ich pociechy lubią najbardziej. 


Zrywa się wiatr opowiada historię japońskiego konstruktora samolotów Jiry Horikoshiego i w warstwie zawodowej rzeczywiście jest jego biografią. Jiro ukończył Uniwersytet Tokijski i rozpoczął pracę w fabryce Mitsubishi. Tam zastała go wojna, a jego projekty zrewolucjonizowały japońskie lotnictwo. Czy Jiro od zawsze marzył o lataniu? Tego nie wiemy. Reszta jest już stworzoną przez Miyazakiego baśnią. Oto mały Jiro, który wie, że nie może zostać pilotem. Ma za słaby wzrok. Zaczyna czytać zagraniczne pisma o konstruowaniu samolotów, a w snach poznaje swojego mentora pana Caproniego, znanego włoskiego inżyniera. Od tej pory będzie miał w życiu tylko jedno marzenie: budować piękne samoloty. Czasy nie są ku temu sprzyjające. Przedwojenna Japonia to zacofany kraj, który nie dysponuje jeszcze technologią, z którą jest dziś kojarzony. Prototypy samolotów z fabryki na lotnisko ciągną woły. Chyba właśnie ten obraz nieistniejącego już dziś świata najbardziej w filmie urzeka. Za serce bardziej wrażliwego widza może też złapać piękna historia miłosna, o którą w scenariuszu postarał się Miyazaki. Niestety niewiele ma ona wspólnego z rzeczywistością. Prawdziwa Naoko nie chorowała na gruźlicę, a para doczekała się dzieci. Miyazaki poważnie namieszał w życiu prywatnym bohatera. Poza zarażeniem mu żony śmiertelną chorobą zamienił mu też brata na siostrę. 


Wielu zapewne ma za złe reżyserowi, że pogłębił tematu moralnej odpowiedzialności konstruktora maszyn wojennych. Jiro określa swoją postawę już na początku filmu podczas wyimaginowanego spotkania ze swoim mentorem. Wolisz świat z piramidami czy bez nich? - pyta Caproni. Jiro woli piramidy, nawet jeśli wie, ile istnień ludzkich kosztowały. Nie na darmo mottem filmu został cytat z wiersza Cmentarz morski Paula Valery'ego: "Zrywa się wiatr!... Spróbujmy żyć: tak trzeba!". O animacji i muzyce nie warto nawet wspominać. Są tak dobre jak zawsze, a scena trzęsienia ziemi w Tokio zapiera dech w piersiach. Akcja toczy się niespiesznie, a w fabule nie brakuje niedomówień. Zakończenie jest ciche i niejasne, pozostawia widzowi pole do własnej interpretacji. Dla wielu to wada, ale dla mnie taka delikatność jest zaletą. Pewnie, że Zrywa się wiatr to nie najlepszy film Miyazakiego, ale to jeszcze nie powód, żeby go nie oglądać. 



źródło zdjęć: www.piglululu.com

wtorek, 3 września 2013

Hayao Miyazaki, czyli kultowe anime cz. 1


Na trwającym właśnie Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji o Złotego Lwa walczy "Kaze tachinu" - najnowsze dzieło ojca japońskiej animacji Hayao Miyazakiego. Jest to też ostatni obraz 72-letniego reżysera, który niedawno ogłosił, że odchodzi na emeryturę. To świetna okazja nie tylko, aby napisać coś o jego twórczości, ale i wyjaśnić, o co chodzi z tym anime.

Zaczynając od podstaw, anime to specyficzny japoński styl animacji, często - choć niekoniecznie - będący ekranizacją lub adaptacją mangi (japońskich komiksów). Styl ten mieści w sobie wszelkie gatunki filmowe i wcale nie musi być skierowany do dzieci. W anime możemy mieć do czynienia z filmami historycznymi, science-fiction, romansami, dramatami obyczajowymi, magią, bóstwami, sztukami walki, a nawet pornografią. Japończycy znani są zresztą z dość otwartego podejścia do erotyki, co niektórych rodziców młodych fanów anime może szokować. W Polsce największą popularnością cieszą się od lat seriale oparte na shonen-manga, czyli produkcje przeznaczone głównie dla chłopców, w których dominuje tematyka sztuk walki i pojedynków (najbardziej znane to choćby "Dragon Ball", "Bleach" i "Naruto").

Dlaczego anime?

Ja lubię je z kilku powodów, pierwszy jest dość prozaiczny: to po prostu dobre animacje. Japończycy kultywują i udoskonalają coś, co u nas zeszło ostatnio do artystycznych podziemi. Bo o ile kiedyś zachwycała choćby animacja Disneya (warto tu wspomnieć wciąż piękną "Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków" z 1937 roku, film "Bambi" z 1942 roku, czy nawet "Króla lwa" powstałego w latach 90.), teraz w kinach i telewizji królują produkcje masowe, zwykle robione na szybko z pomocą animacji komputerowej, od patrzenia na które mam ochotę wydrapać sobie oczy. Druga rzecz to muzyka, dobre anime mają ścieżki dźwiękowe, których nie powstydziłby się laureat Oscara (próbka tutaj). Kolejną kwestią są ciekawe rysy charakterologiczne bohaterów, które pozwalają ich polubić i się z nimi utożsamiać. To naprawdę ważne, zwłaszcza jeśli chcemy oglądać serial złożony z kilkuset odcinków. I wreszcie najważniejsze: anime pozwala zanurzyć się w kulturowym sosie, kompletnie odmiennym od wszystkiego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Anime jest na wskroś japońskie i to na dwóch poziomach: wartości i postaw życiowych oraz tradycji, wierzeń i historii. Bohaterowie anime rzadko kiedy mogą coś wskórać sami, a ich siła prawie nigdy nie opiera się na mięśniach. Sukces jest efektem samodoskonalenia, treningu i przełamywania własnych barier. To zawsze skutek ciężkiej pracy, bez względu na to, czy dana postać jest samurajem, czy pracownikiem korporacji. Ważna jest też mądrość przekazywana przez starszych, dlatego tak często pojawiają się postacie mistrzów i nauczycieli. Bohaterowie są poddawani rozmaitym próbom, a wyjść zwycięsko z nich mogą tylko dzięki sile ducha. I choć w anime często pojawiają się postacie kobiece, to można tu dostrzec także ślady patriarchalnego modelu społeczeństwa. Japończycy chyba sami nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są japońscy. Dlatego nie zdziwcie się, kiedy nawet bohater z założenia będący Amerykaninem, zachowywać się będzie w sposób zgodny z japońskim systemem wartości. Twórcy anime garściami czerpią też z bogatej obyczajowości i wierzeń. W anime często pojawiają się postacie o nadprzyrodzonych zdolnościach, które są bezpośrednio zaczerpnięte lub też stanowią wariację na temat kultów tradycyjnej japońskiej religii Shinto. Bogactwo tych stworów, ich moce i właściwości są doprawdy zadziwiające! Przy tej różnorodności zachodni superbohaterowie wypadają raczej blado i schematycznie.

Które filmy Miyazakiego trzeba obejrzeć?


Spirited Away: W krainie bogów


źródło: ecsmedia.pl

Moim zdaniem to najlepszy film mistrza anime. I nie tylko moim. "Spirited Away" został nagrodzony Oscarem jako najlepsza pełnometrażowa produkcja animowana 2002 roku. Film opowiada historię dziesięciolatki Chihiro Ogina, która przypadkiem trafia do krainy bogów. Rodzice dziewczynki zostają ukarani za zjedzenie posiłku przeznaczonego dla mieszkańców duchowego świata i zamienieni w świnie. Aby ich uratować Chihiro przyjmuje posadę posługaczki w łaźni prowadzonej przez czarownicę Yubabę. "Spirited Away" to opowieść o dorastaniu, uczeniu się odpowiedzialności, ale i o odkrywaniu swojego kulturowego dziedzictwa. To chyba najbardziej zanurzony w duchowości i religii Shinto film Miyazakiego. Każdy przedmiot ma tu pierwiastek duchowości, świat jest pełen bóstw, które Chihiro poznaje podczas swojej pracy w łaźni. Duchy te z natury są czyste, ale lekceważenie ich istnienia może ściągnąć na człowieka nieszczęście. Film ten był też interpretowany jako krytyka współczesnego japońskiego społeczeństwa, które zachłysnęło się globalizacją i zapomniało o swoich korzeniach.


Mój sąsiad Totoro


źródło: filmweb.pl

To najstarszy film w tym zestawieniu i przy okazji mój rówieśnik. I chociaż osiągnął już ćwierć wieku, nie stracił nic ze swojej świeżości. "Mój sąsiad Totoro" jest historią dwóch sióstr - Satsuki i Mei - które wraz z ojcem przeprowadzają się na wieś. Ma to pomóc ich chorej na gruźlicę matce w powrocie do zdrowia. Osamotnione dziewczynki wkrótce zaprzyjaźniają się z duchem drzewa Totoro i innymi magicznymi stworzeniami. Tym, co wyróżnia "Mojego sąsiada Totoro" spośród innych podobnych produkcji, jest niesamowity wprost optymizm. Tu także tematem przewodnim jest dorastanie. Ojciec nie ma czasu dla dziewczynek, co przyspiesza ich wejście w dorosłość. Miyazaki odwołuje się także do zasad religii Shinto, a mianowicie poszanowania dla wszystkich żywych stworzeń i jedności człowieka z naturą. Nie bez powodu Totoro mówi dziewczynkom, że były takie czasy, w których drzewa i ludzie byli przyjaciółmi.


Księżniczka Mononoke

źródło: filmweb.pl

Kolejny film Miyazakiego, w którym cywilizacja skonfrontowana została z naturą. Rzecz dzieje się w erze Muromachi, trwają krwawe walki pomiędzy cesarzem a szogunami. Bohaterem filmu jest książę Ashitaka, który przez zabicie dzika rozgniewał ducha lasu i sprowadził na siebie klątwę, mającą wkrótce go zabić. Książę wyrusza na poszukiwanie boga lasu Shishigami. W trakcie swojej podróży staje się świadkiem wojny pomiędzy mieszkańcami żelaznego miasta a leśnymi stworzeniami dowodzonymi przez księżniczkę Mononokę - dziewczynę porzuconą przez rodziców, która wychowała się w lesie. Wojna ta jest krwawa i momentami naprawdę brutalna. Postawy życiowe księcia i Mononoke zostają ze sobą skonfrontowane jako uosobienia sił cywilizacji i natury.

Ruchomy zamek Hauru

źródło: filmweb.pl

Sophie, podobnie jak Chihiro, musi dorosnąć i nauczyć się odpowiedzialności, aby uratować siebie i swoich bliskich. 18-latka została zamieniona przez złą czarownicę w staruszkę. Przerażona dziewczyna trafia do tytułowego ruchomego zamku Hauru, gdzie spotyka demona ognia. Ten składa jej propozycję - jeśli Sophie pomoże demonowi uwolnić się spod mocy Hauru, dziewczyna powróci do swojego ciała. Ten film to nie tylko opowieść o poszukiwaniu samego siebie, czy szacunku do starszych, "Ruchomy zamek Hauru" to także obraz głęboko pacyfistyczny. W tle przestawionych wydarzeń toczy się wojna, często interpretowana jako nawiązanie do I wojny światowej. Niektórzy krytycy byli także skłonni interpretować "Ruchomy zamek Hauru" jako krytykę amerykańskiej interwencji w Iraku (film powstał bowiem w 2004 roku).