Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mads Mikkelsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mads Mikkelsen. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Polowanie na czarownice


Lucas (Mads Mikkelsen) jest jednym z tych niepozornych i trochę nieporadnych ludzi, których wszyscy lubią. Bo są przy tym mili i pomocni. No może oprócz byłej żony. Ona nie chce z Lucasem nawet rozmawiać. Lucas nie jest może rekinem biznesu, ale ma pracę w przedszkolu. Dzieci go lubią. Ma też przyjaciół, z którymi jeździ na zakrapiane alkoholem polowania. Ostatnio zaczęło się Lucasowi układać w życiu prywatnym. Nastoletni syn chce z nim zamieszkać. Zaczął się też spotykać z koleżanką z pracy, Nadją (Alexandra Rapaport), która - pomimo imienia zza naszej wschodniej granicy i iście południowych rysów - okaże się Polką. Ot, taki miks wszelakich duńskich imigrantów. Wszystko przekreślą słowa obrażonej kilkulatki. Mała Klara nie musi tak naprawdę za wiele mówić, dorośli sami dopowiedzą sobie resztę.

Słowo przeciwko słowu. Gdyby chodziło o cokolwiek innego, na przykład kradzież albo nawet morderstwo, pewnie każdy by się zastanowił, poczekał aż policja zbada dowody. Ale pedofilia? To coś tak obrzydliwego, że nie ma na co czekać. Trzeba ratować te niewinne dzieci! I wyrwać ten chwast ze spokojnej dotąd, małomiasteczkowej społeczności. Dyrektorka przedszkola, Grethe (Susse Wold), wdroży procedurę postępowania w takich przypadkach. Procedura jest przemyślana w taki sposób, żeby chronić ofiary. Ma tylko jedną wadę, oskarżonym praktycznie nie pozostawia możliwości jakiejkolwiek obrony. Przerażeni zarazą rodzice zaczną doszukiwać się objawów molestowania u swoich dzieci, a nawet wmawiać im, że coś musiało się wydarzyć. Bo przecież dzieci są takie niewinne i nigdy nie kłamią. Niestety są też podatne na manipulacje, na przykład troszczących się o ich dobro psychologów, którzy bardzo chcą czegoś się doszukać. I mogą też wiedzieć, jak wygląda penis. Chociażby z oglądanego przez starszego brata filmu pornograficznego. Pedofilia jest w "Polowaniu" procesem o czary XXI wieku, strach wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Lucas już na zawsze pozostanie w oczach społeczności pedofilem, nawet jeśli dowody temu przeczą, a dziewczynka przyzna, że skłamała. Jedynym głosem zdrowego rozsądku (prosto ze wschodu) okaże się Nadja, która początkowo na całą sprawę zareaguje śmiechem. Po pewnym czasie i ona zacznie mieć jednak wątpliwości. Bo czy można nie uwierzyć w to, w co wierzą wszyscy dookoła?

"Polowanie" porusza jeszcze jedną ważną kwestię. Do jakiego okrucieństwa są w stanie posunąć się ludzie przekonani, że działają w słusznej sprawie? Czy w obronie dobra można być równie złym jak potencjalny sprawca? A może to nie sprawiedliwość tylko zwyczajna zemsta? Bo i po co takie bezsensowne okrucieństwo? Po co zabijać Bogu ducha winnego psa Lucasa? Albo bić jego syna? Reżyserowi "Polowanie", Thomasowi Vinterbergowi, udało się świetnie obnażyć tę cechę pozornie cywilizowanych ludzi. Możemy sobie mówić o prawach człowieka albo o prawie do sprawiedliwego procesu. Ale w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa swoich dzieci, nawet wyimaginowanego, mieszkańcy tego duńskiego miasteczka będę powyższe kwestie mieli kompletnie gdzieś. Nie pomogą wieloletnie przyjaźnie, wzajemny szacunek, ani nawet chrześcijańskie miłosierdzie. A co w tym filmie chyba najciekawsze, zachowaniu bohaterów trudno się dziwić. Tak bardzo jest ludzkie. Mamy tu też pewnego rodzaju myślenie magiczne. Wszystko, czego dotknie się pedofil, staje się przeklęte. Niby nie wolno bić nastolatków, ale syna pedofila to nie dotyczy. Zabicie psa to bestialstwo, ale pies pedofila to zupełnie inna sprawa. Zupełnie jakby pedofilia miała się roznieść po miasteczku niczym dżuma.

Mads Mikkelsen wyrasta na czołowego skandynawskiego aktora. I bardzo dobrze. Rolą w "Polowaniu" tylko potwierdza swój aktorski kunszt. Jego Lucas jest kompletnie zwykłym facetem, z całym zestawem wad, ale i dobrym sercem. Dzięki jego roli każdy oglądający "Polowanie" będzie się zastanawiał, jak sam oceniłby bohatera, gdyby nie wiedział o jego niewinności. Ten film to też rachunek sumienia dla zachodnich społeczeństw. Czy aby dążąc do swoich ideałów, w tym przypadku ochrony praw dzieci, nie kroczą po trupach?

Coraz bardziej lubię skandynawskie kino. Odpowiada mi jego surowa forma, akcja może i nie toczy się szybko, ale przez to tak bardzo przypomina życie. "Polowanie" zapamiętam też dzięki jednej z najbardziej uroczych scen seksu, jakie było mi dane oglądać. Tak bardzo nieporadnej, niefilmowej i zabawnej, kiedy się ją ogląda z boku, że mogła się wydarzyć tylko w prawdziwym świecie.

źródło: film.wp.pl

sobota, 9 lutego 2013

"Bronson" i "Valhalla: Mroczny wojownik"


Na tej roli Toma Hardy'ego inni aktorzy powinni uczyć się fachu. Hardy nie gra Charlesa Bronsona, on jest Bronsonem. Widzimy szaleństwo w jego oczach i jedyne czego możemy być pewni to, że bohater zaraz zrobi coś całkowicie nieobliczalnego. Podobno aktor przygotowując się do roli robił 2500 pompek dziennie z obciążeniem 19 kg na plecach. Efekt jest niesamowity.

źródło: stopklatka.pl

Charles Bronson to postać autentyczna, gwiazda wśród brytyjskich więźniów. Urodził się jako Michael Peterson w Luton, Bedfordshire. Chłopak nie wyróżniał się niczym, poza niekontrolowanymi napadami agresji. Pierwszy raz trafił do więzienia w 1974 roku za napad na pocztę. Dopiero za kratkami Michael odkrył swój prawdziwy talent i stwierdził, że może dzięki niemu stać się sławny. Tabloidy wkrótce ogłosiły go najbardziej agresywnym więźniem Wielkiej Brytanii. Bronson spędził w więzieniu 34 lata, z czego 30 w izolatce.

Ale "Bronson" to nie jest typowa, wierna biografia psychopatycznego więźnia. Drugą gwiazdą w tym filmie jest reżyser, Nicolas Winding Refn, który stworzył dzieło odrealnione, artystyczne i nieco psychodeliczne. "Bronson" to prawdziwy spektakl. Reżyser szuka piękna tam, gdzie większość go nie dostrzega - w scenach przemocy. Często widzimy je w zwolnionym tempie i nietypowych ujęciach. Można by je porównać do tych z "Urodzonych morderców" Stone'a. Ważną rolę gra tu muzyka, głośna, przytłaczająca i znacząca. W "Bronsonie" widać początki stylu, który w pełni rozwinie się w kolejnym filmie Refna, czy w "Drive". I podobnie jak w przypadku "Drive", "Bronsona" można pokochać albo z nienawidzić. Ja pokochałam i z pewnością obejrzę kolejne filmy duńskiego reżysera.

źródło: gutekfilm.pl

Niestety niczego równie pozytywnego nie mogę powiedzieć o filmie "Valhalla: Mroczny wojownik", który choć został nakręcony w 2009, w naszych kinach pojawił się dopiero w zeszłym roku po sukcesie "Drive". Ciężko tu mówić o muzyce budującej nastrój, bo przez znaczną część filmu panuje cisza. Zdziwi się też ten, kto spodziewa się wartkiej akcji, ta bowiem wlecze się niemiłosiernie.

Recz dzieje się w 1000 roku w bliżej nieokreślonym miejscu (zdjęcia zrobiono w Szkocji). Tytułowemu  tajemniczemu jednookiemu wojownikowi udaje się uwolnić z niewoli Wikingów. Przyłącza się do grupy chrześcijańskich rycerzy, wybierających się na krucjatę do Jerozolimy. Grupa nigdy jednak tam nie dotrze. Świat przedstawiony w "Valhalli: Mrocznym wojowniku" jest do granic możliwości nieprzyjazny i mroczny. Na bohaterów czeka tylko pustka i śmierć. Ciemne wieki jeszcze nigdy nie były tak ciemne i pozbawione nadziei. Czy bohaterowie są w piekle? Możliwe, ale takim, które człowiek sam sobie zgotował. Są tylko trybikami w tej machinie. Nie ma znaczenia, jakiej kultury czy religii są przedstawicielami i tak mają tylko jeden wybór: zabijać albo umrzeć. Tym bardziej mali wydają się na tle monumentalnej przyrody. Nie odważyłabym się nikomu tego filmu polecić, to coś tylko dla osób szukających nowych i nietypowych filmowych doznań. Choć prawdą jest też, że zapoznanie się z całą twórczością Nicolasa Windinga Refna wymaga odrobiny odwagi.