wtorek, 27 listopada 2012

Szczuroameryka


American dream to w Polsce wciąż drażliwa kwestia, wielu nadal w niego wierzy, nieustannie porównując naszą rzeczywistość do Zachodu. Zachód nie przez przypadek jest przez wielkie z, bo to synonim tego co lepsze: lepszego kina, lepszej gospodarki, lepszego społeczeństwa. I choć od ponad 20 lat sami mamy już kapitalizm, nadal nie otrząsnęliśmy się z tego kompleksu wschodniego. Piszę o tym dlatego, że nawet dziś książka Edwarda Redlińskiego "Szczuropolacy" mogłaby wzbudzić niemałe kontrowersje (choćby za stawanie naszej emigracji w negatywnym świetle), a co dopiero w 1994 roku, kiedy została po raz pierwszy wydana. Tak wtedy pragnęliśmy tego kapitalizmu, po latach spędzonych w szarości Rzeczpospolitej Ludowej. I co? Redliński śmie twierdzić, że ten wymarzony kapitalizm nie jest rajem, jest szczurowiskiem.

Bohaterowie Redlińskiego wpadli w pułapkę amerykańskiego snu. Zamiast szybkiej kariery od pucybuta do milionera, czekała na nich ciężka i słabo opłacana praca na czarno, życie w ciasnych, obskurnych mieszkaniach i poczucie wyobcowania. Dlaczego zatem nie wracają? Bo to przecież wstyd, przyznać się po porażki w raju, lepiej już zacisnąć zęby i udawać, że wszystko jest OK, że wcale nie mieszka się na Greepoincie, tylko na Manhattanie, że wcale się nie zarabia sprzątaniem, tylko rozkręca własny biznes. Przecież rodzina w kraju czeka na dolary.

źródło: dlastudenta.pl

Narratorem powieści jest Marek Kamela, dziennikarz, który w Ameryce zarabia redagując książkę pewnego weterana. "Stek bzdur" - jak sam ją określa. Praca ta przyprawia go o bezsenność, dlatego decyduje się wynająć łóżko w pewnym, zajmowanym przez polskich emigrantów, mieszkaniu i choć przez weekend tam się wyspać. Pozostałych bohaterów poznajemy oczami, a właściwie uszami Marka. Powieść jest bowiem zapisem podsłuchanych przez niego rozmów z kolejnych czterech niedziel. Ta nietypowa konstrukcja nadaje fabule dynamiki a lekturze uroku zakazanego owocu. Razem z Markiem podsłuchujemy w końcu, co dzieje się w mieszkaniu Azbesta. Główny lokator zawdzięcza swoją ksywkę pracy przy usuwaniu azbestu. Jest to zajęcie bardzo wśród Polonii pożądane i zdecydowanie bardziej opłacalne, niż zajmowanie się zwykłymi rozbiórkami. Azbest w Ameryce radzi sobie całkiem nieźle, właśnie założył własną firmę Polish Renovation, która będzie się zajmowała zbieraniem wyrzuconych rzeczy i sprzedawaniem ich w Polsce. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Azbest sprowadzi do Stanów żonę i dzieci. Kolejnym lokatorem jest Potejto, czyli rolnik o imieniu Ignacy, który szczyci się tym, że przepracował w rzeźni na dwie zmiany trzy lata i ani razu nie wziął wolnego. Jest też Mruk, którego Ameryka oszukała. A właściwie oszukał go pewien Grek, który nie zapłacił mu za pracę. Mruk bardzo źle to zniósł, teraz całymi dniami nie rusza się z łóżka marząc o powrocie do Polski. Nie ma jednak pieniędzy na bilet, a poza tym powstrzymuje go wstyd. Profesor radzi sobie trochę lepiej, choć przez swoją nienawiść do amerykańskiego kapitalizmu coraz więcej pije. Pank za to przyjechał do USA robić karierę, na razie stara się przetrwać. W mieszkaniu bywa też Tereska, siostra Azbesta, dopiero co przyjechała do Ameryki, nie zna ani słowa po angielsku, mieszka z grupą innych kobiet z Polski i szuka pracy. Przy sprzątaniu, jak wszystkie Polki na Greenpoincie. W mieszkaniu pojawi się też tajemnicy Lojer, człowiek całkowicie zamerykanizowany i przystosowany do wyścigu szczurów.

Obraz bohaterów jest smutny, momentami brutalny. W książce pada stwierdzenie, że emigranci to takie nie wiadomo co, już nie Polacy, ale jeszcze nie Amerykanie. Zagubili się w tym obcym świecie. Stare prawdy już tu nie działają, a nowe wciąż pozostają tajemnicą. Redliński zwraca uwagę na upadek moralności, bo choć emigranci dalej manifestują przywiązanie do religii czy narodowych symboli, uosabianych choćby w postaci Wałęsy, nie idą za tym żadne wartości. Doskonale ukazuje to groteskowa scena, w której Potejto modli się do Matki Boskiej o wygraną na loterii i pyta, jakie numery ma skreślić. Bo skąpstwo i zachłanność to główne grzechy emigrantów, którzy będą walczyć o każdego dolara, a nawet o zepsute jajko. Czy dawne wartości po prostu zostały odrzucone, bo przeszkadzały sztuce przetrwania w tym nowym świecie? Czy może po prostu nigdy ich nie było, w kraju to zewnętrzna fasada i kontrola społeczna kazały zachowywać normy, bez ich zrozumienia i uznania za swoje? Bardziej przekonuje mnie ta druga wersja, bohaterowie zwracają się w stronę symboli religijnych i narodowych nie po to, żeby szukać odpowiedzi. Idą do polskiego kościoła, bo to coś co znają i przez to czują się tam bezpiecznie. To taki kontrast wobec nieznanej, mówiącej niezrozumiałym językiem Ameryki. A na co dzień jest walka, ciułanie każdego grosza i nadzieja, że nikt nie oszuka. Bo przecież większość jest tam nielegalnie i stanowi łatwy cel dla wszelkiego rodzaju oszustów. W takim świecie nikomu nie można ufać. Za to właśnie Profesor nienawidzi Ameryki. Bo przecież ona wie o swoich szczurowiskach, o nielegalnych emigrantach, ale nic z tym nie robi. Pasuje jej ta tania, nielegalna siła robocza. A Amerykanie tej zgnilizny nie czują.

Na podstawie "Szczuropolaków" powstał film "Szczęśliwego Nowego Jorku" w reżyserii Janusza Zaorskiego. Bardzo się cieszę, że go nie widziałam przed przeczytaniem książki. Wtedy Azbest musiałby mieć dla mnie twarz Cezarego Pazury, Lojer Bogusława Lindy, a Tereska Katarzyny Figury.

źródło: filmweb.pl

2 komentarze:

  1. Ostatnio czytałam kilka książek z tej tematyki, obraz z nich wyłaniający się daleki jest i od huura optymizmu i kompletnego pesymizmu - wypośrodkowany i bardzo realny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli możesz coś konkretnego polecić, bardzo chętnie skorzystam z rady. :)

      Usuń